Polityczny zgrzyt wokół Trybunału Konstytucyjnego
Sierpniowe wydarzenia na polskiej scenie politycznej wywołały burzę wokół planów zmiany warty w Trybunale Konstytucyjnym. Gdy premier Donald Tusk ogłosił odejście ze stanowiska ministra odpowiedzialnego za nadzór nad wdrażaniem polityki rządu Macieja Berka, szybko wyszło na jaw, że bliski współpracownik szefa rządu ma trafić do TK. Taka decyzja natychmiast spotkała się z falą krytyki ze strony ekspertów, opozycji, a także dziewięciu kluczowych organizacji pozarządowych, które zaapelowały o wycofanie tej kandydatury w imię ochrony niezależności sądownictwa.
Podczas spotkania z uczestnikami Campusu Polska Przyszłość premier odniósł się bezpośrednio do narastających kontrowersji. Wypowiedź szefa rządu obiegła media i stała się jednym z najgłośniejszych podsumowań tej nominacji.
– Ja wiem, to jest skaza na moim wizerunku. Przeczytałem wszystkie możliwe komentarze – przyznał otwarcie Donald Tusk, dodając zarazem: – To jest kontrowersyjne, ale nie mam zamiaru kapitulować.
Skuteczność ponad wizerunek?
Premier argumentował, że w starciu z obecną rzeczywistością prawną i polityczną konieczne jest postawienie na sprawdzone i niezwykle kompetentne osoby. Podkreślał, że Berek nie był związany z żadną partią polityczną, a jego doświadczenie w kontrolowaniu jakości prawa miało kluczowe znaczenie. Nie zmienia to jednak faktu, że społeczny odbiór tego ruchu jest mocno sceptyczny.
Opublikowany pod koniec sierpnia 2026 roku sondaż pracowni IBRiS dla „Rzeczpospolitej” pokazał, że aż **59,7%** badanych uważa bezpośrednie przejście ministra z rządu do Trybunału Konstytucyjnego za naruszenie niezależności władzy sądowniczej i pogłębianie jej upolitycznienia. Co istotne, sceptycyzm wyrażają nie tylko wyborcy opozycji (aż 82%), ale również elektorat koalicji rządzącej, w którym przeciwni tej nominacji (43%) przeważają nad zwolennikami (37%).
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE