Bolesny nokaut w Częstochowie
27 sierpnia 2026 roku na długo zapadnie w pamięć kibicom Rakowa Częstochowa. „Medaliki” po zaciętym i pełnym dramatyzmu dwumeczu pożegnały się z marzeniami o fazie ligowej Ligi Konferencji. Spotkanie rewanżowe na stadionie przy ul. Limanowskiego przyniosło istny horror. Choć gospodarze trzykrotnie musieli odrabiać stratę i doprowadzili do dogrywki po bramce Mahira Emreliego w 88. minucie, ostatecznie to chorwacki Hajduk Split cieszył się z awansu, wygrywając w doliczonym czasie gry 3:2 (w dwumeczu 5:4).
Przegrana z klubem, w którego barwach przed laty występował sam kapitan częstochowian, wywołała ogromne emocje. Szczerość po końcowym gwizdku zaskoczyła wielu obserwatorów.
„To był mój błąd” – mocne słowa Frana Tudora
Tuż po zakończeniu dramatycznego starcia przed kamerami Kanału Sportowego stanął kapitan Rakowa, Fran Tudor. Doświadczony Chorwat nie szukał tanich wymówek i wziął na siebie pełną odpowiedzialność za kluczowe fragmenty spotkania.
— To był mój błąd, nie mogę tak ryzykować — grzmiał na żywo rozgoryczony zawodnik, wskazując na mankamenty w grze obronnej zespołu, który w kluczowym momencie pozwolił rywalom na zbyt wiele. Szczególnie bolesne dla częstochowian okazało się stałe fragmenty gry, z których Hajduk bezwzględnie punktował defensywę gospodarzy.
Kryzys formy czy chwilowa zadyszka?
Odpadnięcie z europejskich pucharów to dla podopiecznych Dawida Kroczkazimny prysznic. Eksperci i media nie pozostawiają suchej nitki na postawie niektórych liderów, którzy w decydujących momentach sezonu nie „dowieźli” oczekiwanej jakości. Porażka z Hajdukiem – dla którego była to przepustka do fazy ligowej po długich latach oczekiwania – obnażyła mankamenty taktyczne i indywidualne błędy w szeregach wicemistrzów Polski.
Raków musi teraz szybko podnieść się z desek i skoncentrować na krajowym podwórku – PKO BP Ekstraklasie oraz Pucharze Polski. Czasu na rozpamiętanie błędów nie ma, ale słowa Tudora pokazują, że w szatni panuje pełna świadomość powagi sytuacji.

KOMENTARZE