Światło w opałach: dlaczego wiatr i ciepło niszczą transmisję?
Wyobraź sobie, że próbujesz przepuścić cienką nitkę światła przez rozgrzane, falujące powietrze nad pustynią albo wprost w środku miejskiej dżungli. Koszmar, prawda? Turbulencje atmosferyczne to odwieczny wróg inżynierów próbujących okiełznać komunikację optyczną w otwartej przestrzeni (FSO). Ruchy powietrza, nagłe skoki temperatur i porywczy wiatr potrafią wygiąć, rozproszyć i zmasakrować wiązkę lasera tak skutecznie, że po drugiej stronie odbiornik widzi jedynie bezużyteczny szum.
Przez lata próbowano z tym walczyć za pomocą skomplikowanej optyki adaptacyjnej. Brzmi dumnie, kosztuje majątek i pożera gigantyczne ilości mocy obliczeniowej na bieżąco. Aż do teraz. Grupa badawcza z **Wits University** w Republice Południowej Afryki, połączona siłami z naukowcami z University of Bordeaux, postanowiła przestać walczyć z wiatrem. Zamiast tego… ubrała światło w niewidzialny pancerz.
Topologia, czyli kubek i obwarzanek w służbie optyki
Zamiast siłować się z fizyką, naukowcy sięgnęli po matematyczną dziedzinę zwaną topologią. Zajmuje się ona cechami obiektów, które nie zmieniają się bez względu na to, jak bardzo je wygniesz czy rozciągniesz. Klasyczny przykład? Kubek do kawy i obwarzanek. Wyglądają zupełnie inaczej, ale z punktu widzenia topologii są niemal identyczne, bo oba mają dokładnie jeden otwór.
Podobny patent zastosowano do danych przesyłanych wewnątrz wiązki lasera. Informacji nie zakodowano w prostej jasności czy klasycznym kolorze, ale w samej strukturze topologicznej światła. Wykorzystano do tego egzotyczne, przypominające miniaturowe cząstki struktury magnetyczne, znane jako skyrmiony. Nawet jeśli cała wiązka została dosłownie zmaltretowana przez atmosferę, jej wewnętrzny, topologiczny kod pozostał nietknięty.
Test w Johannesburgu: 270 metrów prawdziwego piekła dla lasera
Teoria to jedno, ale testy bojowe weryfikują wszystko. Eksperyment przeprowadzono w realistycznych warunkach, wysyłając zielony promień lasera pomiędzy dwoma budynkami kampusu uniwersyteckiego w Johannesburgu. Wiązka musiała pokonać dystans 270 metrów, przecinając po drodze naturalne turbulencje, prądy wietrzne i gradienty temperatur.
Efekt? Zgodnie z przewidywaniami, po dotarciu do celu kształt wiązki był drastycznie zdeformowany. Wyglądał jak rozmyta plama. Jednak sam odbiornik nie miał najmniejszego problemu z odczytaniem ukrytego przekazu. Dane przetrwały w nienaruszonym stanie.
Co to oznacza dla przyszłości internetu?
Nowatorskie podejście może całkowicie zmienić reguły gry w telekomunikacji. Jeśli technologia wejdzie do powszechnego użytku, przestaniemy polegać na drogich systemach korekcji obrazu. Otwiera to autostradę dla:
- Szybkiej komunikacji satelitarnej, gdzie atmosfera rozbija sygnały z orbity,
- Misji kosmicznych wymagających przesyłania gigabajtów danych,
- Dostarczania ultraszybkiego internetu do odległych zakątków Ziemi bez konieczności kopania rowów i ciągnięcia kosztownych światłowodów.
Wygląda na to, że czasami najlepszym sposobem na pokonanie przeszkody nie jest cios w twarz, a sprytne zignorowanie jej chaosu.
Źródło: GeekWeek w INTERIA.PL – technologie, nauka, lifestyle i podróże

KOMENTARZE