Rewolucja w sklepie Apple? Słynna szmatka tańsza o połowę
Pamiętacie internetową burzę, gdy gigant z Cupertino zaprezentował światu biały kawałek mikrofibry do czyszczenia ekranów? Akcesorium błyskawicznie stało się memem, głównie za sprawą zaporowej kwoty wynoszącej aż 19 dolarów. W sierpniu 2026 roku Apple postanowiło wykonać niespodziewany krok i po cichu zaktualizowało swoją ofertę. Odświeżona wersja kultowego gadżetu kosztuje teraz zaledwie 9 dolarów (lub 9 funtów w Wielkiej Brytanii).
Premiera ta zbiegła się w czasie z debiutem nowych komputerów stacjonarnych Mac mini z procesorami M6 oraz potężnych stacji Mac Studio z układami M5 Max i Ultra. Choć całe wydarzenie zdominował sprzęt za kilka tysięcy dolarów, to właśnie obniżka cen skromnej ściereczki wywołała spore poruszenie w mediach społecznościowych.
Co zmieniło się w nowej wersji?
Poza diametralną zmianą polityki cenowej – bo obniżka o ponad 50% w świecie Apple to rzadkość – użytkownicy i recenzenci wnikliwie przyglądają się samemu materiałowi. Pierwsze porównania publikowane w sieci wskazują, że nowa tkanina jest wyraźnie miększy i mniej sztywna od swojego pierwowzoru z 2021 roku. W dotyku przypomina raczej materiał dołączany do zaawansowanych paneli z powłoką nano-texture lub gogli Vision.
Skład i przeznaczenie pozostały jednak bez zmian. Ściereczka nadal wykonana jest z miękkiego, nieścieralnego materiału, który ma bezpiecznie usuwać smugi z matryc o wysokiej czułości. Tradycyjnie też produkt doczekał się gigantycznej, liczącej ponad 140 pozycji listy kompatybilności.
Długa lista kompatybilności i dawne kontrowersje
Apple w swoim stylu podeszło do tematu pedantycznie. W oficjalnym sklepie internetowym znajdziemy specyfikację wspieranych urządzeń, która obejmuje niemal wszystko, co ma ekran – od najnowszych smartfonów, przez niezliczone generacje iPadów i komputerów Mac, aż po wysłużone modele iPhone’a sięgające wstecz aż do iPhone’a 5.
Kiedy produkt debiutował po raz pierwszy, analitycy z serwisu iFixit przeprowadzili jego humorystyczny „teardown”, udowadniając, że mamy do czynienia z dwoma warstwami materiału złączonymi ze sobą. Mimo drwin i krytyki za oderwane od rzeczywistości pozycjonowanie cenowe, pierwsza partia wyprzedała się na pniu, generując gigantyczne opóźnienia w dostawach. Teraz, gdy cena spadła do jednocyfrowego poziomu, fani marki żartują w mediach społecznościowych, że to prawdopodobnie jedyny produkt w historii firmy, który potaniał w dobie inflacji.
Źródło: GeekWeek w INTERIA.PL – technologie, nauka, lifestyle i podróże

KOMENTARZE