Dyktator o „odwiecznych więziach”
Alaksandr Łukaszenka po raz kolejny zaskoczył dyplomatycznym, wręcz pojednawczym tonem. Z okazji 35. rocznicy niepodległości Ukrainy białoruski przywódca opublikował oficjalny komunikat, w którym skierował do sąsiadów życzenia zdrowia, dobrobytu oraz – co brzmi szczególnie w obliczu trwającego konfliktu – „pokoju i szczęścia”.
W oficjalnym przesłaniu Mińsk tradycyjnie odwołał się do wspólnej historii. „Nasze narody łączą wielowiekowe tradycje, pamięć o wspólnych zwycięstwach i ciężkich wyzwaniach” – czytamy na stronach administracji białoruskiego dyktatora. Łukaszenka wyraził również głębokie przekonanie, że pomimo obecnych, dramatycznych zawirowań geopolitycznych, przyszłe pokolenia zdołają utrzymać dawne relacje oparte na zaufaniu.
Rzeczywistość rozjeżdża się z deklaracjami
Trudno jednak o większy kontrast między ciepłymi słowami z Mińska a twardą polityczną rzeczywistością. Od lutego 2022 roku terytorium Białorusi służyło jako jeden z głównych przyczółków dla rosyjskich wojsk rzuconych na Kijów. To stamtąd ruszały kolumny pancerne, a w stronę ukraińskich miast leciały rakiety.
Mimo to, białoruski reżim regularnie – co roku w sierpniu – wraca do narracji o „braterskich narodach”. W tegorocznym komunikacie pojawił się wręcz osobliwy akcent:
- Deklaracja, że „gościnna Białoruś jest zawsze otwarta dla każdego Ukraińca”.
- Zapewnienia o konieczności odbudowy relacji opartych na równości i szacunku.
- Całkowite pominięcie faktu militarnego wsparcia udzielanego Kremlu.
Reakcja Kijowa i ukraiński wywiad
Ukraina od dawna z gigantycznym dystansem, graniczącym z otwartą drwiną, przyjmuje tego typu gesty ze strony Mińska. Krytycy zwracają uwagę na gigantyczną lukę w narracji reżimu. Jeszcze niedawno ukraińskie służby wywiadowcze alarmowały o cichym przyzwoleniu białoruskich władz na werbunek tamtejszych obywateli do rosyjskiej armii. Mężczyźni w wieku poborowym mają być masowo zachęcani do podpisywania kontraktów z Ministerstwem Obrony Rosji.
W tym świetle słowa o „odwiecznej przyjaźni” trafiają w próżnię. Zamiast budowania mostów, mamy do czynienia z politycznym teatrem, w którym rany zadane przez rosyjskie rakiety odpalane z białoruskich ziem są na przemian zasypywane retoryką pokoju i pogłębiane militarną współpracą z Moskwą.

KOMENTARZE