Weszła w życie wyczekiwana ustawa frankowa
Od 7 sierpnia 2026 roku w Polsce oficjalnie obowiązuje ustawa z 29 maja 2026 r. o szczególnych rozwiązaniach w zakresie rozpoznawania spraw dotyczących kredytów denominowanych lub indeksowanych do franka szwajcarskiego zawartych z konsumentami. Nowe przepisy, opublikowane w Dzienniku Ustaw pod pozycją 985, od pierwszych dni wywołują gorące dyskusje w środowisku prawniczym. Choć rząd i Ministerstwo Sprawiedliwości przekonują, że regulacja przyniesie upragniony oddech polskim sądom, praktycy prawa patrzą na nią z dużym dystansem.
Masowy napływ pozvów od lat paraliżował wydziały cywilne. Zgodnie z oficjalnymi statystykami resortu, spory z udziałem frankowiczów stanowiły aż **25 proc. wszystkich spraw w sądach okręgowych** oraz oszałamiające **70 proc. w sądach apelacyjnych**. Nowa specustawa ma na celu rozładowanie tych gigantycznych zatorów. Pytanie brzmi jednak, jakim kosztem.
Szybkość kosztem głębszej refleksji
Jak zauważa radca prawny Michał Karczmarczyk, omawiany akt prawny w żaden sposób nie rozwiązuje materialnoprawnego problemu kredytów frankowych. Podstawowe kwestie dotyczące abuzywności klauzul, skutków nieważności umów czy zasad rozliczeń zostały już wcześniej wykrojone przez orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE oraz Sądu Najwyższego. Ustawa nie dotyka sedna problemu – zamiast tego drastycznie majstruje przy procedurach.
Nowe przepisy zbliżają prowadzenie spraw frankowych do standardów postępowania uproszczonego. Co to oznacza w praktyce dla wymiaru sprawiedliwości?
- Większość spraw sądowych będzie mogła zakończyć się bez przeprowadzania tradycyjnej rozprawy, na posiedzeniach niejawnych.
- Składy sędziowskie w wielu przypadkach zostaną odchudzone do jednego sędziego.
- Uzasadnienia wyroków staną się krótsze, a część rutynowych czynności procesowych przejmą referendarze.
Dla samego systemu to oczywiste cięcie kosztów i oszczędność czasu. Jednak eksperci ostrzegają, że pogoń za statystykami i błyskawicznym przemiałem akt może odbić się na rzetelności rozstrzygnięć. Szybciej wcale nie musi oznaczać sprawiedliwiej.
Automatyczne wstrzymanie rat – realna tarcza czy spóźniony gest?
Najgłośniejszym elementem nowych przepisów jest bez wątpienia kwestia rat kredytowych. Zgodnie z ustawą, z chwilą doręczenia bankowi pozwu konsumenta, obowiązek dalszego opłacania rat zostaje wstrzymany z mocy prawa aż do prawomocnego zakończenia procesu. Kredytobiorca nie musi już składać osobnego wniosku o zabezpieczenie ani drżeć o decyzję sądu. Co więcej, brak wpłat nie może stanowić podstawy do wypowiedzenia umowy przez bank ani trafić do baz Biura Informacji Kredytowej (BIK).
Brzmi jak rewolucja? Tylko na pierwszy rzut oka. Krytycy zauważają, że mechanizm ten wchodzi w życie w momencie, gdy sądy powszechne od dawna powszechnie i rutynowo udzielały frankowiczom zabezpieczeń w postaci zawieszenia spłat. Ustawa sankcjonuje więc stan, który w dużej mierze zdążył już zakorzenić się w praktyce orzeczniczej.
Kto zyskuje, a kto zostaje na lodzie?
Ustawa generuje też kontrowersje natury społecznej. Adresatami specjalnych rozwiązań są wyłącznie osoby powiązane z kredytami denominowanymi lub indeksowanymi do **franka szwajcarskiego (CHF)**. Kredytobiorcy, którzy zaciągnęli zobowiązania w innych walutach obcych – na przykład w euro (EUR) czy dolarach amerykańskich (USD) – zostali całkowicie pominięci i pozbawieni dedykowanej ochrony ustawowej. Choć mogą dochodzić swoich praw na ogólnych zasadach kodeksowych, brak objęcia ich specustawą budzi zrozumiałe poczucie nierówności traktowania.
Jedno jest pewne: ustawa z końca maja 2026 roku zmienia reguły gry w trakcie trwania meczu. Dla tysięcy osób czekających na rozstrzygnięcia w sądach apelacyjnych to sygnał, że sprawy mogą zacząć poruszać się szybciej. Czy jednak system, w którym biurokracja ustępuje miejsca masowej produktywności wyroków, przyniesie pełne poczucie sprawiedliwości? Czas pokaże, jak sądy w rzeczywistości zaczną posługiwać się nowymi narzędziami.
Źródło: gazetaprawna.pl

KOMENTARZE