Mikrofon, który zniszczył korporacyjne PR-owe gadki
W świecie wielkiego biznesu rzadko kiedy zdarza się chwila absolutnej szczerości. Zazwyczaj wszystko jest skrupulatnie reżyserowane: od gładkich uśmiechów prezesów po starannie dobrany stonowany ton głosu. Czasami jednak decyduje zwykły ludzki błąd albo technologiczna gapiostwo. Przekonał się o tym niedawno jeden z dyrektorów wysokiego szczebla w Electronic Arts.
Podczas wirtualnego spotkania z załogą, które odbyło się jesienią ubiegłego roku, doszło do incydentu błyskawicznie komentowanego w branży. Kiedy oficjalna część transmisji dobiegła końca, a zebrani deweloperzy liczyli na konstruktywne odpowiedzi dotyczące przyszłości firmy, jeden z menedżerów zapomniał wyłączyć mikrofon. Wszyscy uczestnicy posiedzenia usłyszeli wyraźnie, jak mruczy pod nosem o zaniepokojonych pracownikach, nazywając ich wprost „małymi dziećmi”.
Kryzys zaufania i cienie gigantycznego przejęcia
Skąd wzięły się nerwy wewnątrz twórców takich marek jak EA Sports FC czy Battlefield? Atmosfera wewnątrz korporacji gęstniała od dłuższego czasu. Sytuacja wiąże się bezpośrednio z ogromną transakcją na rynku. Przypomnijmy: wydawca trafił pod skrzydła potężnego konsorcjum inwestycyjnego, w którego skład wchodzi m.in. saudyjski fundusz PIF oraz firma Affinity Partners.
Pracownicy obawiają się o swoją przyszłość, stabilność zatrudnienia oraz to, jak zmieni się wewnętrzna kultura firmy. Spotkania town hall miały na celu uspokojenie nastrojów. Wyszło jednak zupełnie na odwrót. Choć część zatrudnionych próbowała tłumaczyć, że niefortunne słowa mogły być rzuconą mimochodem uwagą bez złych intencji, niesmak pozostał. Przepaść między zarządem a szeregowymi twórcami gier stała się aż nazbyt widoczna.
Luksusowe problemy zarządu i gniew społeczności
Oliwy do ognia dolały inne doniesienia z tego samego okresu. Załoga, żyjąca w ciągłym lęku przed redukcjami etatów (które regularnie dotykają branżę grową), musiała wysłuchać m.in. anegdoty innego członka zarządu o… problemach z zakupem konia dla swojego dziecka. Dla ludzi liczących każdą wypłatę brzmiało to jak ponury żart.
Warto dodać, że w tym samym czasie, gdy szeregowi deweloperzy drżą o posady, najwyższa kadra menedżerska kasuje rekordowe pieniądze. Szef EA, Andrew Wilson, zgarnął za realizację planów finansowych niemal 39 milionów dolarów premii, co wywołało falę oburzenia zarówno wewnątrz firmy, jak i w internecie. Wpadka z otwartym mikrofonem idealnie wpisuje się w ten obraz: pokazuje korporację oderwaną od rzeczywistości szaraków, którzy tę machinę faktycznie napędzają.
Źródło: Gry w INTERIA.PL

KOMENTARZE