Magia Flushing Meadows znów działa
Nowy Jork potrafi napisać scenariusze, o których nie śniło się największym hollywoodzkim reżyserom. Podczas nocnej sesji na kortach Flushing Meadows doszło do wydarzenia, które natychmiast obiegło tenisowy świat. Notowana na odległym, 209. miejscu w rankingu WTA Sloane Stephens zagrała z energią, jakiej dawno u niej nie widziano. Amerykanka, która w przeszłości podnosiła już w Nowym Jorku puchar za zwycięstwo w US Open, rozbiła Clarę Tauson w dwóch setach: 6:4, 6:1.
Mało kto dawał jej szanse. Dunka wchodziła w to spotkanie jako absolutna faworytką, dysponującą potężnym uderzeniem i znacznie lepszą pozycją w kobiecym tourze. Rzeczywistość na korcie numer 17 brutalnie zweryfikowała te przewidywania.
Bezradna faworytka i show dawnej mistrzyni
Od pierwszych wymian widać było, że Stephens zamierza pójść na całość. Wykorzystała każdą słabość rywalki, biegając do trudnych piłek z determinacją nastolatki. Tauson sprawiała wrażenie zagubionej. Zupełnie nie radziła sobie z presją i regularnością Amerykanki, która zamieniła defensywę w czystą sztukę.
Wynik 6:4, 6:1 mówi w zasadzie wszystko o przebiegu tego jednostronnego widowiska. Amerykańska publiczność szalała z radości, niosąc swoją ulubienicę kolejnymi gemami prosto do drugiej rundy.
Co czeka Stephens dalej?
Zwycięstwo smakuje wybornie, ale czas na otrzeźwienie przyjdzie bardzo szybko. W kolejnej fazie turnieju US Open na drodze rozentuzjazmowanej Amerykanki stanie Marta Kostiuk. Rozstawiona z numerem 11. Ukrainka to zawodniczka z zupełnie innej półki, zaliczana do szerokiego grona faworytek całej imprezy. Czy Stephens stać na kolejną niespodziankę? Nowojorska publiczność z pewnością w to wierzy.

KOMENTARZE