Donald Trump stawia na dyplomatyczną chemię z Kim Dzong Unem i ogranicza manewry w Azji

Strona głównaPolityka

Donald Trump stawia na dyplomatyczną chemię z Kim Dzong Unem i ogranicza manewry w Azji

Awantura w Gabinecie Owalnym. Donald Trump kazał uciszyć się dziennikarce CNN, a Biały Dom uderzył w jej dzieci
Brytyjski premier dał się nabrać oszustu. Myślał, że pisze z Białym Domem
Rekordowy spadek poparcia dla Donalda Trumpa. Sondaż przynosi fatalne wieści
Głęboki kryzys w Gabinecie Owalnym. Sondażowe tąpnięcie uderza w zaplecze prezydenta
Kryzys na lotniskowcu USA. Donald Trump bagatelizuje problemy marynarzy

Relacje na linii Waszyngton–Pjongjang znów trafiają na czołówki światowych mediów. Donald Trump w swoich najnowszych wypowiedziach powrócił do dobrze znanej z pierwszej kadencji retoryki, podkreślając, że jego relacje z północnokoreańskim przywódcą Kim Dzong Unem pozostają wyjątkowe. Jak stwierdził amerykański prezydent w Gabinecie Owalnym, wzajemne zrozumienie między nimi opiera się na prostej zasadzie: „Ja rozumiem jego, a on rozumie mnie”. Słowa te padły w specyficznym momencie, gdy Stany Zjednoczone zdecydowały się na odważne i kontrowersyjne kroki militarne oraz dyplomatyczne w regionie Azji Wschodniej.

Decyzja o ograniczeniu ćwiczeń wojskowych

Bezpośrednim impulsem do odświeżenia tematu relacji z Kim Dzong Unem była decyzja administracji USA o znaczącym ograniczeniu wspólnych manewrów wojskowych z Koreą Południową. Wpis opublikowany przez Trumpa w mediach społecznościowych wywołał lawinę komentarzy zarówno w kraju, jak i za granicą. Prezydent USA dał jasny dysponent sekretarzowi wojny Pete’owi Hegsethowi, aby skali cyklicznych ćwiczeń wojskowych (takich jak manewry Ulchi Freedom Shield) zostały drastycznie okrojone.

Jako oficjalny powód podano wysyłanie „niewłaściwego i wrogiego sygnału” wobec Pjongjangu w czasie, gdy z tamtejszym reżimem udaje się utrzymywać nić porozumienia. Trump nie ukrywał przy tym swojego niezadowolenia z faktu, że Waszyngton przez dekady ponosił ogromne koszty finansowe związane z ochroną swojego południowokoreańskiego sojusznika.

Dyplomatyczne spięcie z Koreą Południową

W tle przyjacielskich gestów pod adresem Kima kryje się jednak poważne tąpnięcie w relacjach Waszyngtonu z Seulem. Jak wyjawili amerykańscy urzędnicy, decyzja o osłabieniu współpracy wojskowej zbiegła się w czasie z odmową ze strony władz Korei Południowej. Prezydent USA oczekiwał wsparcia i zaangażowania południowokoreańskiego partnera w operacjach militarnych związanych z konfliktem wokół Iranu oraz kontrolą strategicznej Cieśniny Ormuz.

Gdy Seul zdecydował się zachowaćystawę neutralną lub odmówił bezpośredniej pomocy, reakcja amerykańskiego lidera była natychmiastowa:

  • Wypomniano obecność niemal 39 tysięcy amerykańskich żołnierzy stacjonujących na Półwyspie Koreańskim.
  • Zadano retoryczne pytanie o sens jednostronnego ponoszenia kosztów bezpieczeństwa państwa, które – zdaniem Trumpa – nie chce pomóc Ameryce w potrzebie.
  • Połączono brak solidarności Seulu w sprawach Bliskiego Wschodu z korektą polityki odstraszania Korei Północnej.

Polityczna gra czy ryzykowny krok?

Komentatorzy sceny międzynarodowej są mocno podzieleni. Krytycy z ramienia Partii Demokratycznej w Kongresie określili decyzję Trumpa mianem „chaotycznej i krótkowzrocznej”, ostrzegając, że podważanie wieloletnich sojuszy w zamian za pochlebstwa dyktatora osłabia pozycję USA i może ośmielić nie tylko Pjongjang, ale i Moskwę czy Pekin. Z kolei zwolennicy linii prezydenta wskazują, że tradycyjna polityka sankcji i permanentnego napięcia przez lata nie przyniosła denuklearyzacji, a niekonwencjonalny styl Trumpa to jedyna droga do jakiegokolwiek dialogu z Koreą Północną. Czas pokaże, czy wzajemne „rozumienie się” liderów przyniesie faktyczny przełom w regionie, czy stanie się jedynie kolejnym epizodem w skomplikowanej grze bez trwałego finału.

Źródło: Świat – Świat w RMF24

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: