Ambitny plan Donalda Trumpa a rzeczywistość w Seulskim gabinecie
Wszystko rozegrało się błyskawicznie na początku października 2026 roku. Prezydent USA Donald Trump dumnie ogłosił w Gabinecie Owalnym „kolosalny pakiet inwestycyjny” o wartości sięgającej blisko 200 miliardów dolarów. W zamian za obiecane przez Waszyngton obniżenie ceł na południowokoreańskie towary do poziomu 15 proc., Seul miał sfinansować gigantyczne amerykańskie przedsięwzięcia energetyczne. Problem polega na tym, że administracja w Seulu dowiedziała się o detalach – a zwłaszcza o wiążących rzekomo deklaracjach – wprost z amerykańskich mediów.
Reakcja południowokoreańskiego rządu była natychmiastowa i niezwykle chłodna. Minister handlu, przemysłu i energii, Kim Dzong Kwan, publicznie sprostował słowa amerykańskiego lidera, dając jasno do zrozumienia, że żadne ostateczne decyzje finansowe jeszcze nie zapadły. Seul poczuł się zaskoczony formą, jaką przyjęła dyplomatyczna gra Waszyngtonu.
Co dokładnie znalazło się w spornym pakiecie?
Zaprezentowany przez Biały Dom plan robi wrażenie na każdej wyobraźni, zahaczając o najbardziej strategiczne sektory amerykańskiej gospodarki. Wśród wymienionych przez Trumpa oraz sekretarza handlu Howarda Lutnicka projektów znalazły się:
- Budowa ośmiu reaktorów jądrowych w różnych zakątkach Stanów Zjednoczonych o szacowanym koszcie 120 miliardów dolarów.
- Projekt gazowy w Teksasie (Encinal) wart 22,3 miliarda dolarów, mający zasilać m.in. nowoczesne centra danych.
- Kontrowersyjny terminal LNG oraz gazociąg na Alasce o wartości przekraczającej 50–54 miliardy dolarów.
O ile pierwsza inwestycja w Teksasie faktycznie została formalnie zatwierdzona jako punkt wyjścia dla całego porozumienia handlowego, o tyle wokół północnych gigaprojektów narosło mnóstwo znaków zapytania.
Alaskński terminal LNG pod znakiem zapytania
Największe napięcia wywołała kwestia gigantycznego rurociągu i terminalu eksportowego na Alasce, określanego w dokumentach jako „Project North”. Donald Trump twierdził, że sprawa jest przesądzona, a koreańskie fundusze popłyną tam szerokim strumieniem. Koreański rząd ostrożnie postawił jednak tamę tym zapowiedziom.
W oficjalnym, wspólnym oświadczeniu zapisano kluczowy warunek: projekt ruszy wyłącznie wtedy, gdy spełni kryteria „komercyjnej racjonalności” oraz będzie w pełni zgodny z krajowym prawem Seulu. Minister Kim Dzong Kwan osobiştirze przekazał Howardowi Lutnickowi zdecydowany sprzeciw wobec praktyki jednostronnego ogłaszania wiążących kwot bez wcześniejszego, szczegółowego domknięcia umów z południowokoreańską stroną.
W tle politycznej układanki widać zbliżające się w Stanach Zjednoczonych wybory śródokresowe (midterms), w których administracja desperacko potrzebuje sukcesów gospodarczych i dowodów na ściąganie zagranicznego kapitału do kluczowych stanów. Twarda postawa Seulu pokazuje jednak, że azjatyccy partnerzy nie zamierzają podpisywać czeków in blanco pod dyktando przedwyborczej gorączki w Waszyngtonie.
Źródło: Ekonomia – Ekonomia w RMF24

KOMENTARZE