Polityczne trzęsienie ziemi w Niemczech. Głosowanie w Berlinie i Meklemburgii decyduje o losach kanclerza

Strona głównaPolityka

Polityczne trzęsienie ziemi w Niemczech. Głosowanie w Berlinie i Meklemburgii decyduje o losach kanclerza

Polityczne trzęsienie ziemi w Niemczech. AfD mierzy wysoko po wyborach w Saksonii-Anhalcie
Zaskakująca przeszłość polityka AfD. Dwie dekady temu dzielił szatnię z Robertem Lewandowskim
Polityczne trzęsienie ziemi w Niemczech. Historyczna klęska chadecji i triumf skrajnej prawice

Niemcy pod presją: test dla Friedricha Merza

Niedziela, 20 września 2026 roku, zapisała się jako jeden z najbardziej napiętych dni w najnowszej historii politycznej Niemiec. Punktualnie o godzinie 8:00 otwarto lokale wyborcze w stolicy kraju oraz w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Choć formalnie są to wybory o charakterze lokalnym, ich stawką jest znacznie więcej niż tylko mandaty w regionalnych parlamentach. Po niedawnej bolesnej porażce chadeckiej CDU w Saksonii-Anhalcie, cała federalna scena polityczna z niepokojem patrzy na Berlina i Schwerin. Przyszłość kanclerza Friedricha Merza wisi na włosku, a jego pozycja w partii słabnie z tygodnia na tydzień.

Kryzys zaufania wobec szefa rządu federalnego narasta. Merz, przejmując stery w CDU, obiecywał skuteczne odzyskanie elektoratu i radykalne osłabienie prawicowych populistów. Dziś krytycy wytykają mu jednak nieskuteczny styl komunikacji i rekordową niepopularność, która w wielu regionach okazuje się większym obciążeniem niż program samej chadecji.

Berlin otwiera drzwi dla najmłodszych. Zaskakujące wyniki w stolicy

W stolicy Niemiec uprawnionych do udziału w głosowaniu było blisko 2,5 miliona mieszkańców. Wybierali oni nie tylko skład Izby Deputowanej, ale również dwanaście zgromadzeń dzielnicowych. Tegoroczne wybory w Berlinie zapisały się w historii za sprawą zmiany ordynacji: po raz pierwszy do urn mogli pójść 16- i 17-latkowie. Czy młodzi wyborcy zdołali przemeblować tradycyjną mapę polityczną miasta?

Przedwyborcze sondaże instytutu Forschungsgruppe Wahlen dla stacji ZDF wskazywały na potężne przetasowania. Według wstępnych danych exit poll, zwycięstwo w Berlinie odniosła Lewica, zgarniając około 24,5–26% głosów. Chadecka CDU uplasowała się na drugim miejscu z wynikiem 20%, natomiast prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD) zanotowała mocny skok, osiągając ok. 16–18%.

Meklemburgia-Pomorze Przednie: Starcie o każdy głos

Na północnym wschodzie kraju sytuacja była jeszcze bardziej napięta. W Meklemburgii-Pomorzu Przednim, najmniej zaludnionym regionie Niemiec, od blisko trzech dekad władzę sprawowali socjaldemokraci. Ostatnia prosta kampanii upłynęła pod znakiem bezkompromisowego pojedynku pomiędzy AfD a SPD, na czele której stoi niezwykle popularna w regionie premier Manuela Schwesig.

Sondaże do ostatnich godzin dawały niemal równe szanse obu ugrupowaniom. Ostatecznie exit polly wykazały, że AfD zdobyła w tym landzie około 37% głosów, wyprzedzając socjaldemokratów o włos. Paradoks niemieckiego systemu polega jednak na tym, że zajęcie pierwszego miejsca wcale nie gwarantuje sprawowania władzy – ze względu na barierę kordonu sanitarnego i brak koalicjantów, zwycięska prawica może zostać odsunięta od rządów przez szeroki front pozostałych partii.

Co to oznacza dla rządu federalnego?

Wyniki niedzielnego głosowania to potężny cios w stabilizację koalicji rządzącej w Berlinie. Pogłębiający się kryzys w landach i silna polaryzacja społeczeństwa pokazują, że wyborcy coraz śmielej odwracają się od partii głównego nurtu. Dla Friedricha Merza nadchodząca noc i najbliższe dni będą walką o polityczne przetrwanie. Jeśli chadecy nie zdołają odzyskać inicjatywy, presja na zmianę lidera wewnątrz CDU stanie się nie do zatrzymania.

Źródło: Świat – Świat w RMF24

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: