Gdzie płyną publiczne pieniądze?
Strumień samorządowych środków szeroką ławą popłynął na konto fundacji organizującej Campus Polska Przyszłości. Choć politycy obozu rządzącego wielokrotnie zarzekali się, że impreza nie jest finansowana z kieszeni podatników, twarde dane mówią zupełnie co innego. Do organizatorów powiązanych ze środowiskiem Koalicji Obywatelskiej trafiło co najmniej 700 tys. zł. A to nie koniec, bo kwota z pewnością urośnie.
Faktury pod szyldem promocji
Jak to możliwe? Oficjalnie każda złotówka została wyłożona w ramach tzw. umów promocyjnych. Miasta i urzędy marszałkowe miały kupować w ten sposób swoją obecność podczas wydarzenia, licząc na rozgłos i przyciągnięcie młodych ludzi. W gronie partnerów znalazło się kilkanaście ośrodków oraz regionów, w tym m.in. Gdańsk, Łódź, Białystok czy Katowice.
Najgłębiej do kieszeni sięgnęli gospodarze. Samorząd województwa warmińsko-mazurskiego wyłożył na ten cel aż **300 tys. zł**, a sam Olsztyn dołożył kolejne **150 tys. zł**. Mniejsze miasta płaciły skromniej – na liście znajdziemy chociażby Sosnowiec z kwotą **15 tys. zł** czy Łódź, która przelała **25 tys. zł**.
Polityczny zgrzyt i kontrowersje
Sprawa budzi ogromne emocje, bo samorządy – delikatnie mówiąc – na nadmiargotówki nie narzekają, a wiele z nich zmaga się z ogromnymi długami. Krytycy punktują, że wspieranie za publiczne pieniądze autorskiego projektu politycznego Rafała Trzaskowskiego ma niewiele wspólnego z czystym biznesem, a przypomina raczej sprytną kroplówkę dla partyjnych inicjatyw. „Pieniądze samorządów to też środki pochodzące od mieszkańców” – grzmią opozycyjni politycy, domagając się pełnej transparentności.

KOMENTARZE