Wiatr w żagle czy hamulec dla EBC? Najnowsze dane zmieniają postać rzeczy
Europejski Bank Centralny (EBC) znalazł się w punkcie zwrotnym. Po tym, jak rynki finansowe z niepokojem obserwowały eskalację napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie i drżały na wieść o skaczących cenach ropy, nadszedł moment na odrobinę oddechu. Z napływających informacji wynika, że bank centralny strefy euro otrzymał potężne argumenty hamujące zapędy do agresywnego podnoszenia stóp procentowych.
Przez całe miesiące analitycy żyli w cieniu obaw o spiralę płacowo-cenową. Wojna z Iranem i zawirowania wokół cieśniny Ormuz podbiły koszty energii, wyciągając inflację w strefie euro powyżej 3%. EBC zareagował na to w czerwcu, podnosząc stopy o 25 punktów bazowych po raz pierwszy od lat. Jednak najnowsze doniesienia dostarczone przez agencję Bloomberg pokazują zupełnie drugą stronę medalu.
Spowolnienie płacowe i oczekiwania konsumentów dają nadzieję
Co dokładnie otrzeźwiło Frankfurt? Na stole pojawiły się dwa kluczowe wskaźniki:
- Wyraźne spowolnienie wzrostu wynegocjowanych płac w regionie.
- Spadek krótkoterminowych i stabilizacja długoterminowych oczekiwań inflacyjnych konsumentów.
O ile koszty surowców importowanych z zewnątrz wciąż spędzają sen z powiek bankierom centralnym, o tyle rynek pracy wcale nie napędza najgorszego scenariusza. Płace nie rosną w tempie, które mogłoby trwale oderwać kotwicę inflacyjną. To kluczowy argument dla tych członków Rady Prezesów EBC, którzy przestrzegają przed dławieniem anemicznego wzrostu gospodarczego w strefie euro.
Polityka „data-dependent” pod lupą rynków
Przypomnijmy: po czerwcowej podwyżce do poziomu 2,40% dla głównej stopy refinansowej, prezes Christine Lagarde wielokrotnie powtarzała, że EBC nie ma rozpisanej sztywnej ścieżki i działa w oparciu o napływające dane (*data-dependent*). Chłodniejsze wiadomości z frontu płacowego idealnie wpisują się w tę narrację. Dają one argumentację zwolennikom pauzy w cyklu zacieśniania polityki monetarnej.
Ekonomiści wskazują, że choć ryzyka geopolityczne nigdzie nie zniknęły, gospodarka Europy po prostu nie wytrzymałaby długotrwałego i głębokiego drenowania płynności wysokimi stópkami. Konsumenci zaciskają pasa, a popyt wewnętrzny kuleje. Najbliższe tygodnie pokażą, czy napływające z gospodarki realnej sygnały ostudzą jastrzębi tożsamość banku ostatecznie, czy też szok energetyczny znów wymusi nerwowe ruchy.
Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE