Polski automotive na zakręcie. Fabryki części toną w długach, gdy handel łapie oddech

Strona głównaMotoryzacja

Polski automotive na zakręcie. Fabryki części toną w długach, gdy handel łapie oddech

Koniec epoki taniej małej czarnej. Włoskie espresso przestaje kosztować symboliczne euro
Rewolucja w podatkach od 2027 roku. Kto zyska na nowych progach PIT, a kto zapłaci wyższy CIT?
Amerykański dług publiczny przekroczył 40 bilionów dolarów. Historyczna granica pękła

Dwa różne biegi polskiej motoryzacji

Polski przemysł motoryzacyjny przypomina dziś auto, które na śliskiej drodze traci przyczepność. Z najnowszych danych BIG InfoMonitor oraz BIK opublikowanych w sierpniu 2026 roku wynika wyraźnie, że branża pęka na pół. Po jednej stronie mamy fabryki komponentów zmagające się ze ścianą finansową, po drugiej – stabilizujący się handel i warsztaty.

Co tu dużo mówić. Sytuacja stała się poważna.

311 milionów złotych problemu. Gigantyczny skok zadłużenia fabryk

Głównym epicentrum kryzysu są producenci części i akcesoriów samochodowych. Ich przeterminowane zobowiązania osiągnęły w czerwcu 2026 roku poziom 310,7 mln zł. W ciągu zaledwie dwunastu miesięcy wzrosły o 15,4 proc. W szerszej perspektywie czasowej wygląda to jeszcze gorzej – w skali kilku lat długi w tym segmencie wystrzeliły wielokrotnie.

Dla porównania: jeszcze w 2024 roku podmioty te odpowiadały za niespełna 40 proc. przeterminowanego zadłużenia całej produkcji pojazdów. Dzisiaj jest to już ponad 90 proc. Cały sektor produkcji pojazdów, przyczep i naczep (PKD 29) urósł pod kątem długów do 344,5 mln zł, co oznacza, że niemal całe zadłużenie skupia się w kieszeniach dostawców części.

Mniej dłużników, ale długi bolą mocniej

Eksperci zwracają uwagę na ciekawy, wręcz paradoksalny mechanizm. Odsetek niesolidnych dłużników w branży spadł do 4 proc., wracając do poziomów sprzed czterech lat.

Co to oznacza w praktyce? Problem nie rozlewa się lawinowo na setki nowych podmiotów. Uderza w konkretną grupę firm, które od dłuższego czasu walczą o przetrwanie. Średnia zaległość jednego niesolidnego gracza w produkcji pojazdów sięga aż 1,49 mln zł. Zamiast szerokiej fali drobnych poślizgów mamy do czynienia z głęboką zapaścią finansową twardego jądra kooperantów.

Dlaczego polscy dostawcy mają nóż na gardle?

Przyczyny trzeba szukać za naszą zachodnią granicą. Polskie fabryki żyją z eksportu i ścisłego powiązania z europejskimi, głównie niemieckimi koncernami motoryzacyjnymi. Tymczasem niemiecki automotive notuje potężne turbulencje, przegrywając walkę cenową i technologologiczną m.in. z chińską konkurencją.

Kiedy giganci tacy jak Volkswagen tną koszty i rozważają bolesne restrukturyzacje, rykoszetem dostają polscy podwykonawcy. Wartość produkcji sprzedanej całego sektora w 2025 roku wyniosła zwarte 226,7 mld zł (wzrost o 2,9 proc.), ale eksport branży szoruje po dnie – zanotował spadek o 3,73 proc. (do 43,8 mld euro), kurcząc się już drugi rok z rzędu. Do tego dochodzi trwający od sześciu kwartałów spadek zatrudnienia w branży. Przykładem dramatu tradycyjnych zakładów jest chociażby niedawna zapowiedź upadku historycznej fabryki oświetlenia w Pabianicach i zwolnień grupowych setek osób.

Warsztaty i dilerzy łapią oddech

Na tym tle zupełnie inaczej wygląda sytuacja w handlu i usługach. Przeterminowane rachunki salonów samochodowych, dystrybutorów oraz warsztatów rosną ślamazarnie – zaledwie o ok. 0,55 proc. w skali roku. Średnie zadłużenie pojedynczego podmiotu w tym segmencie wynosi zaledwie ok. 90 tys. zł. Popyt na naprawy, części zamienne na rynku wtórnym oraz finansowanie aut trzymają handel na powierzchni. Motoryzacja w Polsce wyraźnie podzielila się na tonące fabryki i radzący sobie z bieżącą rynkową rzeczywistością serwis.

Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: