Gdzie uciekają miliony z dyskontów? Prawda o kasach samoobsługowych i ludzkich błędach

Strona głównaKonsument

Gdzie uciekają miliony z dyskontów? Prawda o kasach samoobsługowych i ludzkich błędach

Potężny zjazd wartości Shein. Gigant szykuje się na giełdę z ułamkiem dawnej fortuny
Polacy ruszyli na zakupy, ale portfele trzymają krócej. Nowe statystyki GUS za lipiec
Konflikt w sieci Stokrotka eskaluje. PIP zawiadamia prokuraturę po kontroli w marketach

Rewolucja, która okazała się dziurawym koszykiem

Zanim kasy samoobsługowe stały się absolutnym standardem w polskich dyskontach i supermarketach, obiecywano nam święty spokój: koniec z czekaniem w ogonkach za kimś, kto akurat zapomniał karty, oraz oszczędność na etatach. Dziś statystyki pokazują jednak drugą, tę ciemniejszą stronę cyfryzacji handlu. Z przełomowego badania opublikowanego przez **Uniwersytet w Leicester** oraz organizację **ECR Retail Loss** wynika, że aż **54% wszystkich transakcji** w sklepach wyposażonych w strefy samoobsługowe przepuszczanych jest właśnie przez te terminale.

W ślad za dominacją bezobsługowych stanowisk idą jednak potężne manka w inwentarzach. W pierwszym roku po wdrożeniu takich systemów średnie straty sklepów skaczą o **22%**, a ogólny poziom ubytków w placówkach z kasami SCO bywa średnio o **33% wyższy** niż w sklepach tradycyjnych. I tu pojawia się zaskoczenie, które burzy dotychczasowe narracje o masowej fali złodziejski napadów.

To nie złodziej, to zmęczony klient

Przez lata handlowcy zakładali, że za znikającymi batonami, mięsem czy drobną elektroniką stoją bezwzględni złodzieje. Najnowsze dane zebrane od 39 globalnych sieci o obrotach przekraczających bilion euro rzucają zupełnie nowe światło na ten problem. Większość strat na kasach samoobsługowych nie wynika z premedytacji, lecz z czystej ludzkiej pomyłki.

Ludzie po prostu się mylą. Skanują produkt raz a mocno uderzają dwa razy, nie trafiają w kod kreskowy, plątają się w odmianach bułek, kajzerek czy wagach owoców, albo po prostu wychodzą ze sklepu, zakładając, że transakcja w aplikacji przeszła do końca. Jak zauważył Colin Peacock z ECR Retail Loss:

„Większość strat przy kasach samoobsługowych generują zwykli ludzie popełniający codzienne błędy. To dobra wiadomość. Oznacza to, że detaliści mogą po prostu zaprojektować systemy tak, aby ten problem obejść”.

Sklepy tracą średnio około **230 EUR na każdy tysiąc klientów** korzystających z samoobsługi. W średniej wielkości placówce spożywczej daje to bolesne dziury w budżecie sięgające ponad **5400 EUR miesięcznie**. W skali wielkich polskich sieci operujących tysiącami placówek mowa o zatrważających milionach złotych.

Jak handlowcy walczą z pomyłkami?

Polskie i zagraniczne sieci podchodzą do tematu bardzo różnie. Część menedżerów woli bagatelizować problem w obawie przed odstraszeniem klientów, podczas gdy inni szczelnie obudowują strefy kas bramkami wyjściowymi, kamerami wyświetlającymi wizerunek kupującego na żywo czy czułymi wagami kontrolnymi. Okazuje się jednak, że najskuteczniejsze nie są opresyjne środki bezpieczeństwa, a tzw. nudge’owanie – czyli miękkie upomnienia.

  • **Inteligentne ekrany:** Gdy system wykryje anomalię wagową lub pominięcie skanowania, wyświetla komunikat z prośbą o ponowne sprawdzenie towaru. W ponad **80% przypadków** klienci natychmiast korygują swój błąd.
  • **Bramki wyjściowe:** Fizyczna kontrola opuszczenia strefy kasy potrafi zmniejszyć liczbę ucieczek bez płacenia nawet o **28%**.
  • **Uproszczenie interfejsu:** Zamiast ścigać klienta za każde nieporozumienie, projektanci oprogramowania zaczynają upraszczać ekrany, eliminując ekrany z dziesiątkami rodzajów pomidorów czy jabłek.

Kasy samoobsługowe zostaną z nami na dobre, bo Polacy je polubili za szybkość. Pytanie brzmi tylko, jak szybko handlowcy nauczą się wybaczać i… zabezpieczać przed naszą powszechną, ludzką niezdarnością.

Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: