Tragedia na podlaskim podwórku
W niedzielę, 16 sierpnia 2026 roku, w miejscowości Boćki w województwie podlaskim doszło do dramatycznego zdarzenia, które wstrząsnęło lokalną społecznością. Na terenie prywatnej posesji 47-letni Eugeniusz S., cofając samochodem terenowym z podczepioną lekką przyczepką, potrącił swojego czteroletniego syna.
Chłopiec w stanie stabilnym trafił do szpitala w Białymstoku. Jak przekazali lekarze z oddziału chirurgii, maluch nie wymagał skomplikowanych zabiegów i po zaledwie czterech dniach mógł opuścić placówkę, wracając pod opiekę matki. Ojciec usłyszał zarzut narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i objęto go dozorem policyjnym. Przyznał się do winy, lecz odmówił składania wyjaśnień.
Mroczna przeszłość i powtórka z koszmaru
Sprawa szybko nabrała ogólnokrajowego rozgłosu, gdy śledczy powiązali ją z tragiczną historią sprzed trzech lat. Okazało się, że 26 sierpnia 2023 roku na tej samej posesji i z udziałem tego samego auta terenowego doszło do niemal identycznego wypadku. Wówczas koła pojazdu śmiertelnie najechały dziesięciomiesięcznego syna Eugeniusza S., który raczkując, wydostał się na podwórko.
W tamtym czasie sąd uznał mężczyznę winnym nieumyślnego spowodowania śmierci, jednak w II instancji zastosowano nadzwyczajne złagodzenie kary, zamieniając więzienie na grzywnę w wysokości 2 tysięcy złotych. Sąd argumentował wówczas, że niewyobrażalna utrata dziecka była dla ojca wystarczająco miażdżącą traumą. Dziś tamta pobłażliwość wraca w debatach publicznych jak bumerang.
Niespodziewane odkrycie policji i zatrzymanie partnerki
To jednak nie koniec wstrząsających faktów. Podczas policyjnej interwencji na posesji w Boćkach funkcjonariusze przeszukali budynki gospodarcze. Między balami siana ukrywała się partnerka 47-latka, Jolanta U. Jak się okazało, kobieta była ścigana listem gończym.
Jolanta U. unikała wymiaru sprawiedliwości po tym, jak została prawomocnie skazana za spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego pod wpływem alkoholu, w którym zginęło jej własne, trzyletnie dziecko. Zamiast stawić się w wyznaczonym terminie w zakładzie karnym celem odbycia wieloletniej kary pozbawienia wolności, ukrywała się na podlaskiej wsi. Po policyjnej obławie została natychmiast przewieziona do więzienia.

KOMENTARZE