Gdy zwykły remont to za mało
Na Żuławach historyczna architektura znika w zastraszającym tempie. Tradycyjnych domów podcieniowych zostało już tak niewiele, że miłośnicy dawnych form muszą szukać ich z mapą w ręku. Gdy Katarzyna i Michał Pielaszkiewiczowie zdecydowali się na zakup ponad 200-letniego domu młynarza w Mikoszewie, budynek z 1805 roku był już w opłakanym stanie. Prżerażająca wilgoć, grzyb i zniszczone przez szkodniki drewno sprawiły, że standardowy remont nie wchodził w grę.
Podjęto więc radykałną decyzję. Budynek rozebrano niemal dosłownie do gołej ziemi. Każda bela została dokładnie opisana, catalogowana i zabezpieczona, by po wzmocnieniu fundamentów móc złożyć historyczną układankę na nowo.
Przeszłość spleciona z nowoczesnością
Choć prace trwały kilka lat i kosztowały mnóstwo wyrzeczeń, efekt zwala z nóg. Właścicielom udało się uratować imponujące 60–70% oryginalnych drewnianych elementów. Pod charakterystyczną wystawką wspartą na sześciu kolumnach kryje się dziś dom na wskroś nowoczesny. Tradycyjna bryła zyskała komfortowe wnętrza dopasowane do życia pięcioosobowej rodziny.
– W tej dwustuletniej chacie zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia – opowiadają właściciele, którzy na co dzień łączą tu pracę zawodową z edukacją domową swoich trzech synów. Co ciekawe, z historią tego miejsca wiążą się barwne opowieści. Według lokalnych podań, w 1807 roku w budowli miała nocować królowa Luiza, uciekająca przed wojskami Napoleona.
Ginące dziedzictwo Żuław
Dziś odnowiony dom w Mikoszewie przyciąga wzrok turystów podróżujących w stronę Mierzei Wiślanej. Przypomina o czasach, gdy Żuławy były gęsto usiane unikalnymi gospodarstwami holenderskich osadników i tutejszych młynarzy. Metamorfoza udowadnia, że z odpowiednią determinacją da się pogodzić bezwzględne wymagania konserwatorów zabytków z potrzebami współczesnego życia.
Źródło: muratordom.pl

KOMENTARZE