Wielkie odliczanie dla andrychowskiego „zamku”
21 września 2026 roku oficjalnie odebrano prace budowlane pierwszego etapu renowacji Pałacu Bobrowskich w Andrychowie. Przez lata ten unikalny obiekt w sercu Małopolski przypominał raczej poligon doświadczalny dla sił natury niż historyczną perłę. Stojący tuż obok kościoła budynek, nazywany przez lokalną społeczność zamkiem, niszczał w najlepsze. Teraz ma się to w końcu zmienić.
Prace ruszyły na dobre w ubiegłym roku. Szybko okazało się jednak, że rzeczywistość brutalnie weryfikuje ambitne plany. Ekipy budowlane musiały zmierzyć się z czymś, co spędzało sen z powiek historykom i samorządowcom – dramatycznym stanem podziemi.
Pieniądze utopione w ziemi. Dosłownie
2 962 926,16 zł – tyle wyniósł ostateczny rachunek za ten wstępny rozdział robót. Lwia część tej kwoty, bo aż ponad 2,8 mln zł, to środki z Rządowego Programu Odbudowy Zabytków, podczas gdy wkład własny gminy zamknął się w kwocie niecałych 148 tysięcy złotych.
Co za to kupiono? Z pozoru… nic spektakularnego. Jak celnie ujął to zastępca burmistrza Aleksander Kasperek, dosłownie „włożono prawie trzy miliony złotych w ziemię, a efektów prawie nie widać”. Zamiast błyszczącej elewacji zrobiono to, co najważniejsze, a zarazem najmniej wdzięczne:
- dogłębnie osuszono i zaizolowano fundamenty,
- wzmocniono historyczne podziemne konstrukcje,
- pogłębiono piwnice, które dotychczas zmagały się z problemem wilgoci,
- powstał nowy taras od strony kościoła.
W trakcie robót wyszło na jaw, że architektoniczna tkanka z XVII wieku skrywa niemałe niespodzianki. Fundamenty z kamienia łamanego i polnego, łączone wiekową zaprawą wapienną, wymagały zupełnie innego podejścia niż nowoczesne budownictwo. Bez tego ratunku budynek po prostu by osiadł.
Siedemset metrów historii i gigantyczne koszty
Historia tego miejsca sięga pierwszej połowy XVII wieku, kiedy Marcjan Przyłęcki postawił tu obronny dwór otoczony fosą i stawami. Przez dekady mury te widziały potop szwedzki, czasy konfederacji barskiej i zmiennych właścicieli, by ostatecznie w XIX wieku zyskać klasycystyczny sznyt od hrabiów Bobrowskich. Później bywało tu różnie – w tym szkoła w murach pałacu i powolna degradacja.
Zakończony właśnie etap to zaledwie rozgrzewka. Władze miasta nie ukrywają, że kompleksowa rewitalizacja całego obiektu, by stał się on żywym centrum kulturalno-społecznym i muzeum, może pochłonąć koszty szacowane nawet na 50 milionów złotych. Czy andrychowski zabytek zamieni się w hit turystyczny regionu? Fundamenty ma już solidne – teraz wszystko zależy od portfela inwestorów.
Źródło: GeekWeek w INTERIA.PL – technologie, nauka, lifestyle i podróże

KOMENTARZE