Kupili rozpadającą się chatę w lesie. Potem zniknęła woda, a pod dachem zamieszkały popielice

Strona głównaDom

Kupili rozpadającą się chatę w lesie. Potem zniknęła woda, a pod dachem zamieszkały popielice

Pigwa czy pigwowiec? Polacy nagminnie je mylą, a to zupełnie inne rośliny
Termodrewno wypiera drogie gatunki egzotyczne. Jak działa fińska technologia bez chemii?
Rozebrali 200-letni zabytek do gołej ziemi. Spektakularna metamorfoza chaty na Żuławach
Budowa tarasu bez pozwolenia i zgłoszenia w 2026 roku. Jakie limity wyznaczyło MRiT?
To twarde drewno zyskuje w kominkach. Daje potężny żar i dorównuje grabowi
Treść wygenerowana przy użyciu sztucznej inteligencji.

Gdy internetowe marzenie zamienia się w rzeczywistość

Wszystko zaczęło się piętnaście lat temu od banalnego zapytania wpisanego w wyszukiwarkę Google: „działka w Małopolsce do 30 000 zł”. Wtedy Marianna Rozciecha-Stobiecka wraz z mężem trafili na dziką parcelę w Beskidzie Niskim, gdzie postawili swój pierwszy dom – Smerekowiec. Gdy pociechy dorosły, a chata zaczęła pracować jako przystań dla turystów, w głowach małżeństwa z Krakowa narodził się kolejny plan. Poszukiwania trwające rok doprowadziły ich do Smarżowej na Pogórzu Strzyżowskim. Trafili tam przez czysty przypadek i… błąd w ogłoszeniu. Poprzedni właściciel wpisał w opisie, że nieruchomość leży w Beskidzie Niskim. Choć rzeczywistość okazała się nieco inna, a dom stał na jego malowniczym pograniczu, decyzja zapadła błyskawicznie.

Znikająca studnia i nieproszeni goście

Radość z zakupu 80-letniego, drewnianego budynku szybko zweryfikowały surowe realia odludzia. Podczas oglądania posiadłości studnia była pełna wody. Jak tylko transakcja doeszła do skutku, ciecz zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jak przyznaje z uśmiechem właścicielka, pech do wody to ich specjalność – w pierwszym domku w Smerekowcu dwie studnie głębinowe na 90 metrach również nie dały kropli. Na tym jednak niespodzianki się nie skończyły. Pod dachem starej chaty zamieszkały urocze, ale niezwykle destrukcyjne popielice, które skutecznie demolowały ocieplenie strychu. Zimą z kolei dojazd do leśnej ostoi wymagał niejednokrotnie dramatycznych, nocnych przepraw przez śnieg sięgający pasa.

Remont własnymi rękami i wnętrza z duszą

Przez dwa lata małżeństwo dzieliło życie między zawodowe obowiązki w Krakowie – pani Marianna pracuje jako plastyczka i nauczycielka w szkole specjalnej – a morderczą walkę z materią w Smarżowej. Większość prac wykonali sami. Mąż właścicielki własnoręcznie wypiaskował i pomalował całą elewację, obił ganek drewnem oraz dobudował taras. W środku postawiono na absolutny odzysk. Jako plastyk z wykształcenia, pani Marianna przeszukała targi staroci i ogłoszenia, zdobywając meble z epoki oraz rude kafle za ułamek ceny. W ten sposób, bez wydawania milionów, zniszczona chata w lesie zamieniła się w unikalne miejsce z duszą, w którym tradycja idealnie splata się z nowoczesnym komfortem.

Źródło: muratordom.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: