System ochrony zdrowia w Polsce od lat mierzy się z zarzutami o biurokratyczną opieszałość. Szczególnie boleśnie odczuwają to osoby z niepełnosprawnościami, które zamiast walczyć o powrót do sił, często muszą toczyć nierówną walkę z urzędami. Papierologia, powtarzalne komisje i skomplikowany dostęp do specjalistów to codzienność, z którą mierzą się tysiące pacjentów.
Uprawnienia w teorii i praktyce
Zgodnie z przepisami, posiadacze orzeczenia o znacznym stopniu niepełnosprawności mają zagwarantowane prawo do korzystania ze świadczeń opieki zdrowotnej poza kolejnością. Co to oznacza w praktyce? Wizyta u lekarza POZ czy w aptece powinna odbyć się w dniu zgłoszenia, a w przypadku ambulatoryjnej opieki specjalistycznej – nie później niż w ciągu 7 dni roboczych.
Brzmi dobrze? Niestety, rzeczywistość bywa szara. Braki kadrowe w przychodniach i niedofinansowanie sprawiają, że szczytne zapisy ustawowe często rozbijają się o mur obojętności. Do tego dochodzi kwestia refundacji leków, która – jak wskazują eksperci – wciąż kuleje w obszarze otwartego rynku aptecznego, zmuszając chorych do wydawania fortuny na terapię.
Zmiany w orzekaniu: Koniec z absurdem?
Przełomem mają być wdrażane rekomendacje dotyczące bezterminowych orzeczeń. Wcześniej pacjenci cierpiący na schorzenia rzadkie czy zespół Downa musieli regularnie stawać przed komisjami, by udowodnić coś, co jest medycznym faktem. Nowe wytyczne obejmują już ponad 200 jednostek chorobowych, dając nadzieję na ukrócenie tej absurdalnej procedury.
- Brak konieczności udowadniania chorób o charakterze stałym.
- Rozszerzenie dostępu do świadczenia wspierającego.
- Większy nacisk na realne odciążenie pacjentów aptecznych.
System drgnął, ale do pełnej dostępności i empatii wciąż droga daleka. Prawdziwym testem dla ochrony zdrowia będzie nie tylko zmiana przepisów na papierze, ale przede wszystkim codzienna kultura obsługi pacjenta w placówkach medycznych.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE