Nowa propozycja unijnego budżetu na stole
Już w najbliższą sobotę irlandzka prezydencja w Radzie Unii Europejskiej przedstawi nową propozycję długoterminowego budżetu Wspólnoty na lata 2028–2034. Dokument ma być kluczowym krokiem naprzód w trudnych negocjacjach prowadzonych między 27 państwami członkowskimi. Chodzi o gigantyczne pieniądze – łączna wartość całego planu finansowego szacowana jest na blisko 2 biliony euro.
Przedstawiciele Irlandii nie ukrywają jednak, że kompromis będzie bolesny. „Nie możemy zadowolić wszystkich” – przyznał wprost w Parlamencie Europejskim Thomas Byrne, irlandzki minister stanu ds. europejskich. Mimo to celem jest wypracowanie takiego układu, w którym każdy kraj znajdzie dla siebie ratunek. Liderzy Wspólnoty chcą zamknąć spór i osiągnąć ostateczne porozumienie jeszcze przed końcem roku.
Polska walczy o 123 miliardy euro
Dla Warszawy stawka w tym rozdaniu jest ogromna. W dotychczasowych projektach Komisji Europejskiej dla Polski przewidziano alokację rzędu około 123 miliardów euro. To największa pula środków przewidziana dla jakiegokolwiek kraju członkowskiego.
Polski rząd oraz samorządy ostrzegają jednak przed zmianami konstrukcyjnymi. Pieniądze te mają być przeznaczone przede wszystkim na tradycyjne filary unijnego wsparcia: politykę spójności oraz rolnictwo. Z 123 mld euro aż 79 mld euro ma trafić bezpośrednio do regionów, co daje lokalnym władzom sporą autonomię w wydatkowaniu środków na innowacje czy odporność klimatyczną.
Dwa obozy w Unii. Kto tnie, a kto broni funduszy?
Wokół przyszłego budżetu narasta ostry konflikt interesów. Podział w Radzie UE jest głęboki:
- Obóz oszczędnościowy (na czele z Niemcami): domaga się gigantycznych cięć sięgających setek miliardów euro. Państwa te chcą ograniczenia tradycyjnych wydatków na rzecz finansowania obronności, bezpieczeństwa i konkurencyjności gospodarczej.
- Koalicja 17 państw (w tym Polska): twardo sprzeciwia się jakiejkolwiek erozji polityki spójności i funduszy dla rolników.
Dodatkowym zapalnikiem w dyskusji pozostaje kwestia nowych źródeł dochodów Brukseli, tzw. zasobów własnych. Irlandia stawia twarde warunki: nowe podatki lub opłaty muszą być sprawiedliwe, zaakceptowane jednomyślnie i realnie zasilić budżet już od 2028 roku. Polska z kolei sprzeciwia się m.in. pomysłom czerpania unijnych dochodów z systemu handlu emisjami ETS. Czasu na kompromis ubywa, a presja polityczna rośnie z dnia na dzień.
Źródło: Ekonomia – Ekonomia w RMF24

KOMENTARZE