Zapaść czy cykliczny kryzys? Prawdziwe oblicze problemów z finansowaniem zdrowia
Temat zapaści w polskiej służbie zdrowia powraca jak bumerang, zazwyczaj wywołując falę politycznych sporów i społecznego niepokoju. Choć w debacie publicznej regularnie słyszymy o dramatycznych brakach środków, eksperci zwracają uwagę, że sytuacja jest o wiele bardziej złożona, niż sugerują to nagłówki gazet. W ciągu ostatniej dekady nakłady na ochronę zdrowia wzrosły w Polsce o około 100-130 mld zł, co pokazuje, że pieniędzy w systemie nominalnie przybywa. Dlaczego więc dyrektorzy szpitali wciąż alarmują o braku płynności finansowej, a pacjenci natrafiają na rosnące kolejkowe mury?
Głównym problemem nie jest sam brak gotówki, lecz strukturalna niewydolność całego modelu. Koszty funkcjonowania ochrony zdrowia rosną bowiem znacznie szybciej niż stałe przychody Narodowego Funduszu Zdrowia, oparte głównie na składce zdrowotnej. Kiedy tradycyjne rezerwy i fundusz zapasowy topnieją, system zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do ściany.
Demografia i presja płacowa – dwie strony medalu
Jednym z najpoważniejszych motorów napędzających kryzys jest nieubłagana demografia. W Polsce żyje już ponad 10 milionów osób powyżej 60. roku życia, a ta grupa generuje statystycznie największe koszty świadczeń medycznych. Starzejące się społeczeństwo oznacza lawinowy wzrost tzw. wielochorobowości. Co więcej, kurczy się pula osób aktywnych zawodowo, których składki finansują leczenie rosnącej armii seniorów.
Do tego dochodzi ogromna presja płacowa. Ustawa o minimalnych wynagrodzeniach w medycynie zagwarantowała pracownikom ochrony zdrowia regularne podwyżki. Z jednej strony to kluczowe dla zatrzymania kadr w kraju, z drugiej – dla wielu mniejszych, powiatowych placówek stało się to gwoździem do trumny. Szacuje się, że nawet do 80 procent szpitali powiatowych zmaga się z problemami z płynnością finansową, a kilkadziesiąt z nich balansuje na granicy formalnej upadłości.
Szpitalocentryczność i koszty nadwykonań
Kolejnym grzechem polskiego systemu jest jego przestarzała architektura. Polska wciąż opiera się na modelu mocno szpitalocentrycznym. „Szpital to nie fabryka butów, a pacjent nie jest zwykłym konsumentem robiącym zakupy w markecie” – zauważają analitycy rynku. Mimo to nadmierna liczba łóżek szpitalnych i niedofinansowanie podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) oraz ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS) sprawiają, że pieniądze rozchodzą się w mało efektywny sposób.
Szpitale wykonują zabiegi ponad limit kontraktów z NFZ, licząc na to, że Fundusz – tak jak w ubiegłych latach – zapłaci za tzw. nadwykonania. Kiedy jednak w kasie państwa brakuje środków, a rządy szukają oszczędności, placówki zostają z milionowymi długami, które muszą samodzielnie rolować.
Jak naprawić system?
Rozwiązaniem nie jest kolejne bezrefleksyjne „dosypanie” pieniędzy, które natychmiast pochłonie rosnąca machina kosztów. Eksperci zgodnie wskazują, że konieczna jest głęboka, ponadpartyjna reforma. Wymaga ona m.in. optymalizacji sieci szpitali, lepszego wsparcia profilaktyki, a także racjonalnego taryfikowania świadczeń. Bez odważnych decyzji politycznych i zmiany filozofii zarządzania zdrowiem, kryzys finansowy będzie powracał co roku – za każdym razem uderzając bezpośrednio w pacjenta.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE