Cień 11 września nad współczesnym Konfliktem
Podczas oficjalnych uroczystości upamiętniających 25. rocznicę tragicznych zamachów z 11 września 2001 roku, prezydent USA Donald Trump wygłosił przemówienie w siedzibie Pentagonu. Zamiast tradycyjnego, czysto historycznego wspomnienia ofiar, amerykański przywódca zdecydował się na mocne polityczne posunięcie, łącząc tamtą tragedię z trwającym obecnie starciem z Iranem.
W zamachach sprzed ćwierć wieku zginęło 2,977 niewinnych osób, a w samym budynku Pentagonu życie straciło 184 ludzi. Dziś, po dwudziestu pięciu latach, retoryka Waszyngtonu uległa ponownemu zaostrzeniu w obliczu trwającej od ponad pół roku kampanii zbrojnej na Bliskim Wschodzie.
„Musimy wygrać tę walkę”
Trump wprost odniósł się do trwającego konfliktu, stawiając znak równości między dawną «wojną z terroryzmem» a obecnymi działaniami wymierzonymi w Teheran. – Dzisiaj odnawiamy przysięgę złożoną 25 lat temu. Nie zapomnimy. I dlatego dzisiaj walczymy – oświadczył prezydent Stanów Zjednoczonych.
W swoim wystąpieniu mocno zaakcentował kwestie bezpieczeństwa nuklearnego:
- Oddał hołd żołnierzom służącym w ramach trwającej operacji.
- Podkreślił, że celem jest uniemożliwienie Islamskiej Republice Iranu zdobycia broni jądrowej.
- Zapewnił o rosnącej presji gospodarczej i kontroli strategicznych szlaków morskich.
Kontrowersje wokół narracji
Wystąpienie wywołało mieszane reakcje na amerykańskiej scenie politycznej. Krytycy zarzucają administracji wykorzystywanie tak sombre i narodowego dnia zadumy do budowania poparcia dla budzącej kontrowersje i niezadowolenie społeczne wojny. Z kolei sekretarz obrony Pete Hegseth wtórował prezydentowi, zapowiadając bezkompromisowe działania wobec wrogów Ameryki.
Trwające obroty historii pokazują, że echa wydarzeń z Nowego Jorku, Pensylwanii i Waszyngtonu nadal kształtują globalną strategię militarną Białego Domu.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE