Polityczna gra nerwów w parlamencie. Dlaczego przełamanie prezydenckiego weta graniczy z cudem

Strona głównaPolityka

Polityczna gra nerwów w parlamencie. Dlaczego przełamanie prezydenckiego weta graniczy z cudem

Marcin Romanowski w gronie rosyjskich dyplomatów. Nowe fakty z Budapesztu
Trzęsienie ziemi w Pekinie. Najbliżsi ludzie Xi Jinpinga wyrzuceni z armii
Nagły zwrot akcji w fundacji Marka Polska. Zniknął kluczowy wpis o likwidacji

Konstytucyjna pułapka i zegar, który nie tyka

Prawdziwa polityka rzadko toczy się w świetle jupiterów. Najciekawsze rzeczy dzieją się w trybach, które z pozoru wydają się nudną, prawniczą materią. Przepisy Konstytucji RP – a konkretnie te dotyczące procesu ustawodawczego – skrywają luki, które skutecznie paraliżują państwowy mach mechanizm. Ustawa zasadnicza nie wyznacza Sejmowi żadnego sztywnego terminu na ponowne rozpatrzenie weta głowy państwa. A przecież to właśnie ten moment domyka całą ścieżkę legislacyjną.

Bez tego kropka nad „i” nie zostanie postawiona. W kuluarach mówi się wprost: przy obecnym układzie sił w parlamencie, skuteczne przełamanie weta w tym Sejmie staje się zadaniem praktycznie niewykonalnym. Liczby są nieubłagane. Do odrzucenia decyzji Prezydenta potrzeba większości 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. W realiach poszarpanej sceny politycznej to mur, którego rządząca koalicja nie potrafi – i często nie ma jak – przeskoczyć.

Matematyka Sejmowa nie wybacza błędów

Gdy na stole lądują kluczowe projekty, zaczyna się przeciąganie liny. Ostatnie miesiące pokazały to aż nazbyt wyraźnie. Wtenczas, gdy Sejm próbował ratować przeforsowane przez rząd regulacje – m.in. w sprawach dotyczących rynku finansowego czy istotnych zmian systemowych – brakowało głosów. Wystarczy chwila dekoncentracji, absencja kilku posłów albo polityczna kalkulacja, by plan spłonął na panewce.

  • Wymóg 3/5 głosów przy pełnej mobilizacji to gigantyczne wyzwanie.
  • Brak ustawowych terminów pozwala na celowe zamrażanie procedur.
  • Każde kolejne weto to test stabilności koalicji rządowej.

Warto spojrzeć na zimne dane. Kiedy w parlamencie brakuje jedności, a opozycja ramię w ramię z prezydenckim zapleczem blokuje inicjatywy rządowe, mechanizm państwowy zaczyna się kręcić w kółko. Politycy wolą czasem przeczekać temat, niż ponieść spektakularną porażkę na sali plenarnej.

Kto tu tak naprawdę rządzi?

Pytanie o skuteczność władzy ustawodawczej w starciu z egzekutywą powraca jak bumerang. Zamiast płynnego stanowienia prawa, mamy permanentny klincz. Prezydent blokuje, Sejm bezskutecznie próbuje kontratakować, a obywatel patrzy na to bezradnie. Prawo pisane lat temu okazuje się dziurawe, a polityczny pragmatyzm ustępuje miejsca czystej przepychance. W takich warunkach stabilne państwo staje się luksusem, na który – jak pokazują ostatnie miesiące – po prostu nas nie stać.

Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: