Niebezpieczny incydent kilkadziesiąt kilometrów od Polski. Władze potwierdzają: To był celowy sabotaż

Strona głównaŚwiat

Niebezpieczny incydent kilkadziesiąt kilometrów od Polski. Władze potwierdzają: To był celowy sabotaż

Hiszpania bierze Ceutę pod specjalny nadzór. Rząd ogłasza stan bezpieczeństwa narodowego
Nocny nalot z Białorusi. Gigantyczne balony przemytnicze usiadły na dachach i liniach energetycznych
Tarcza Wschód wkracza w nowy etap. Sojusznicy zacieśniają szyki na polskiej granicy

Groźny atak na niemiecką infrastrukturę krytyczną

We wtorek, 1 września 2026 roku, w okolicach elektrowni węglowej Jänschwalde we wschodnich Niemczech doszło do poważnego incydentu. W pobliżu stacji transformatorowej w gminie Turnow-Preilack — zaledwie kilkanaście kilometrów od polskiej granicy — służby ratunkowe i policja odkryły dwucyfrową liczbę niekonwencjonalnych ładunków wybuchowych oraz zapalających.

Minister spraw wewnętrznych Brandenburgii, Jan Redmann, nie pozostawił złudzeń. Podczas pilnej konferencji prasowej wprost potwierdził, że całe zdarzenie było starannie zaplanowanym aktem sabotażu wymierzonym w stabilność europejskiego systemu przesyłowego.

Rakiety sylwestrowe i próba odcięcia prądu

Jak wynika z dotychczasowych ustaleń śledczych oraz informacji przekazanych przez operatora sieci, sprawcy posłużyli się nietypowymi metodami. Do zniszczenia mienia wykorzystano samodzielnie skonstruowane pociski, które wyglądem przypominały komercyjne rakiety pirotechniczne.

Cel ataków był jeden: wywołanie masowego blackoutu. Plan napastników zakładał wprowadzenie materiałów przewodzących wprost w obszar linii najwyższych napięć. Według relacji MSW, w kilku przypadkach ta sztuka im się powiodła.

  • Skutki techniczne: Awaria dotknęła stację w Turnow-Preilack, co doprowadziło do samoczynnego wyłączenia jednego z bloków energetycznych elektrowni (o mocy 500 megawatów).
  • Przerwy w dostawach: Operator sieci 50Hertz odnotował krótkotrwałe skoki i przerwę w zasilaniu, jednak sytuację udało się błyskawicznie opanować.

Rośnie nerwowość w regionie

Choć Brandenburgia wyszła z opresji obronną ręką, a w wyniku eksplozji nikt nie ucierpiał, niemieckie władze bacznie analizują wydarzenia. Premier landu Dietmar Woidke przyznał, że częstotliwość ataków na infrastrukturę krytyczną w ostatnich miesiącach jest zatrważająca. Służby specjalne oraz Urząd Kryminalny Brandenburgii (LKA) sprawdzają, czy wtorkowy zamach ma powiązania z wcześniejszymi sabotażami na terenie Niemiec. Kraj po raz kolejny zadaje sobie bolesne pytanie o to, jak skutecznie chronić strategiczne obiekty przed hybrydowymi zagrożeniami.

Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: