31 sierpnia 2026 roku Maja Chwalińska pożegnała się z kortami Flushing Meadows. Jej debiut w głównej drabince turnieju US Open przyniósł bolesne zderzenie z rzeczywistošću. Polska tenisistka uległa Amerykance Taylor Townsend w dwóch setach: 2:6, 3:6. Choć po sensacyjnym finale w Roland Garros oczekiwania wobec Polki wystrzeliły w kosmos, Nowy Jork obnażył jej obecne słabości.
Rutyna gospodarzy kontra brak doświadczenia
Jak zauważają eksperci, w tym dziennikarz Żelisław Żyżyński, kluczem do porażki okazało się obycie na największych obiektach. Townsend czuje się w USA jak ryba w wodzie – wychowała się na tych kortach, a za sobą ma lata gry w najważniejszych meczach deblowych na świecie. Chwalińska dopiero bada ten grunt.
Twarda nawierzchnia w Ameryce nigdy nie była największym sprzymierzeńcem polskiej zawodniczki. Fizycznie usposobiona Townsend natychmiast narzuciła swój rytm. Jej sprytne rotacje i agresywne serwisy sprawiły, że Maja przez większość spotkania zmuszona była do rozpaczliwej defensywy.
Cień paryskiego sukcesu i pechowa kontuzja
Nie da się ukryć, że życiowy sukces w Paryżu – gdzie Chwalińska dotarła aż do wielkiego finału – paradoksalnie otworzył trudny rozdział w jej karierze. Po awansie do czołowej trzydziestki rankingu WTA przyszła presja, z którą nie zawsze łatwo sobie poradzić.
Sytuacji nie ułatwiły też problemy zdrowotne. Uraz stawu skokowego, którego tenisistka nabawiła się na nieszczęsnym dla niej Wimbledonie, całkowicie wybił ją z rytmu treningowego. Od tamtego momentu bilans spotkań Polki wygląda blado: na pięć kolejnych pojedynków wygrała zaledwie jeden.
Szczere wyznanie po meczu
Chwalińska po porażce nie szukała tanich wymówek przed kamerami. Przyznała wprost, że jej gra na korcie twardym w ostatnich tygodniach wyglądała źle, choć ona sama wierzy, że to tylko kwestia czasu i adaptacji.
„Chciałabym w końcu poczuć się dobrze na tym korcie. Walczę o to, ale na razie nie wygląda to za dobrze” – mówiła wyraźnie rozczarowana zawodniczka.
Przed Mają Chwalińską długa droga i praca nad nawierzchniami twardymi. Czy wyciągnie wnioski z tej lekcji pokory? Czasu na rozpamiętywanie nie ma, ale twarda rzeczywistość Touru nie znosi próżni.

KOMENTARZE