Tajemniczy helikopter uderzył w linie i odleciał. Służby szukają pilota spod Tarnobrzega

Strona głównaRegion

Tajemniczy helikopter uderzył w linie i odleciał. Służby szukają pilota spod Tarnobrzega

Brutalny cios na pasach w Warszawie. 33-latek bez powodu zaatakował turystę
Kolejne zatrzymanie za groźby pod adresem władz. Służby stawiają na baczność
Tragiczny finał potrącenia w Zadrożu. 15-latek zmarł w szpitali, kierowca usłyszy nowe zarzuty
Nocna wpadka na olsztynskiej starowce. Kamery nakryly amatorow uzywek
Tragedia na autostradzie: Pędzili pod prąd dla zasięgów? Nie żyje pięcioro nastolatków
Treść wygenerowana przy użyciu sztucznej inteligencji.

Niezwykły incydent w Tarnobrzegu. Śmigłowiec zerwał kable i zniknął

Do kuriozalnego i potencjalnie niebezpiecznego zdarzenia doszło w poniedziałek, 31 sierpnia 2026 roku, tuż przed godziną 15:00. W rejonie ulicy Chemicznej, w bezpośrednim sąsiedztwie Zakładów Chemicznych Siarkopol w Tarnobrzegu, niewielki statek powietrzny zahaczył o sieć energetyczną i doprowadził do jej zerwania. Zamiast jednak czekać na przyjazd służb, pilot postanowił wziąć sprawy w swoje ręce – i po prostu uciec.

Jak relokowali zszokowani świadkowie, maszyna po uderzeniu w przewody wylądowała niedaleko miejsca kolizji. Człowiek za sterami wysiadł, spokojnie obetknął i oglądnął uszkodzenia, po czym wsiadł z powrotem do kabiny, uruchomił silnik i odleciał w siną dal.

Szczęście w nieszczęściu. Linia nie była pod napięciem

Gdy na miejsce dotarły powiadomione przez świadków patrole policji oraz służby ratunkowe, na miejscu nie było już śladu po maszynie. Szybko wyszło jednak na jaw, że doszło do gigantycznego farta. – Zerwana linia nie była pod napięciem – przekazała mł. asp. Agnieszka Wilk, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Tarnobrzegu. Dzięki temu nie doszło do groźnego pożaru, wybuchu ani paraliżu fabryki produkującej m.in. nawozy i siarkę konfekcjonowaną. W incydencie nikt nie ucierpiał.

Tropem tajemniczego Robinsona

Służby natychmiast rozpoczęły procedury sprawdzające. Początkowo weryfikowano, czy przestraszony lub nad wyraz pewny siebie pilot nie był powiązany z polskim wojskiem lub policją. Te tropy szybko jednak odrzucono – żaden z polskich resortów siłowych nie dyslokował tam swojego sprzętu.

Z ustaleń reporterów RMF FM wynika, że na celowniku śledczych znalazła się maszyna cywilna – najprawdopodobniej popularny model Robinson. Co więcej, kontrola lotu potwierdziła, że w tym rejonie i o tym konkretnym czasie przebywał śmigłowiec tego typu zarejestrowany poza granicami Polski.

Sprawą zajmuje się nie tylko tarnobrzeska policja, która dwoi się i troi, by ustalić tożsamość uciekiniera, ale również Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL). Niezależnie od tego, czy był to błąd w nawigacji, czy brawura amatora podniebnych wycieczek – za samowolne oddalenie się z miejsca wypadku lotniczego pilota czekają poważne konsekwencje prawne.

Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: