Sierpniowy fundament współczesnej Polski
Mijają dokładnie 46 lat od chwili, gdy w Sali BHP Stoczni Gdańskiej podpisano historyczne Porozumienia Sierpniowe. To tam, pod koniec sierpnia 1980 roku, narodził się ruch, który zmienił bieg historii Europy Środkowo-Wschodniej. Z perspektywy czasu wydarzenia te urastają do rangi symbolu pokojowego przełomu, jednak dla wielu uczestników i obserwatorów tamtych dni lekcja stoczniowa ma wymiar uniwersalny — ponadczasowy i momentami bolesny.
W rocznicę tych wydarzeń głos zabrał premier Donald Tusk, który w specjalnym nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych powrócił do swoich osobistych wspomnień z tamtych lat. Szef rządu przypomniał dramatyczne tło historyczne, w tym echa Grudnia ’70, kiedy jako nastolatek słyszał strzały w Gdańsku.
Prosta lekcja spod bramy stoczni
Stocznia Gdańska to miejsce, gdzie czarno było czarne, a białe — białe. Przynajmniej tak zapamiętali to ci, którzy ramię w ramię stawiali opór systemowi komunistycznemu. Premier zwrócił uwagę na moralny wymiar tamtego zrywu, który — jego zdaniem — powinien stanowić drogowskaz również dzisiaj.
– *Ze strajku wyciągnęliśmy jedną, prostą lekcję* – podkreślił szef rządu. – *Że prawdę trzeba nazywać po imieniu; że kiedy władza kradnie, trzeba jej powiedzieć „dość”, i trzeba umieć rozróżnić dobro od zła, tak, jak to robili robotnicy w stoczni*.
Te słowa padają w specyficznym momencie politycznym, w którym tradycja dawnej „Solidarności” bywa rozciągana, interpretowana na różne sposoby i staje się przedmiotem ostrych sporów o pamięć. W samym Gdańsku obchody rocznicowe tradycyjnie podzieliły scenę polityczną, pokazując, że dawni opozycjjoniści i dzisiejsi liderzy patrzą na dziedzictwo Sierpnia przez pryzmat zupełnie innych doświadczeń.
Wspomnienia z epoki liny i zaufania
W swojej opowieści Tusk cofnął się pamięcią nie tylko do wielkiego strajku, ale i do lat późniejszych, kiedy środowiska opozycyjne formowały się w codziennej, fizycznej pracy i konspiracji. Wspomniał m.in. o działalności w Spółdzielni Usług Wysokościowych „Świetlik”.
- Praca na wysokościach uczyła specyficznego rzemiosła przetrwania.
- Trzeba było trzymać się mocno liny i nie patrzeć w dół.
- Najważniejsze okazało się absolutne zaufanie do ludzi, z którymi dzieliło się ryzyko.
Tamte nawyki — przeniesione z murów stoczniowych i roboczych rusztowań — miały ukształtować całe pokolenie ludzi, którzy wierzyli, że bez wolności nie ma mowy o prawdzie. Pytanie tylko, czy dzisiejsza klasa polityczna potrafi czerpać z tamtego etosu coś więcej niż tylko retoryczne oręże na okolicznościowe rocznice.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE