Fenomen Ozempicu bez kontroli. Miliony z NFZ, szara strefa w sieci i paczkomaty pełne „peptydów”

Strona głównaZdrowie

Fenomen Ozempicu bez kontroli. Miliony z NFZ, szara strefa w sieci i paczkomaty pełne „peptydów”

Rafał Brzoska bezwzględnie uderza w Metę. Zapowiada nową inicjatywę przeciwko oszustwom
Milionowe rachunki i bezwzględna walka z gigantem. Czy australijski miliarder przełamie potęgę Mety?
Rafał Brzoska punktuje rządowy wniosek ws. Mety. „To kropla w morzu potrzeb”

Cena mody na szczupłą sylwetkę. Ile państwo dopłaca do Ozempicu?

Frenetyczne poszukiwania cudownego środka na odchudzanie nie zwalniają tempa. Ozempic, czyli lek oparty na semaglutydzie, na dobre wszedł do globalnej popkultury, stając się symbolem walki z nadwagą – mimo że jego oficjalnym, zarejestrowanym wskazaniem pozostaje leczenie cukrzycy typu 2. Statystyki mówią same za siebie. Tylko od stycznia do maja 2026 roku Narodowy Fundusz Zdrowia przeznaczył na refundację tego preparatu niemal 186,8 mln zł.

To o 51 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2025 roku, kiedy kwota ta zamknęła się w granicach 123,7 mln zł. Oznacza to, że w zaledwie pięć miesięcy wydano ponad połowę budżetu z całego poprzedniego roku, w którym łączna kwota refundacji wyniosła 348,7 mln zł. Popyt rośnie lawinowo, a presja na budżet państwa staje się coraz większa.

Kupisz w sieci, odejmiesz w paczkomacie. Nowa twarz szarej strefy

Ogromna popularność leku i związane z nią ograniczenia w dostępności otworzyły szeroką furtkę dla oszustów. W polskim internecie kwitnie nielegalny handel substancjami reklamowanymi jako „tańsze zamienniki” lub bezpośrednio semaglutyd bez recepty. Mechanizm jest prosty i cyniczny: preparaty sprzedawane są pod szyldem „produktów przeznaczonych do badań klinicznych” lub odczynników chemicznych.

Sprzedawcy formalnie zastrzegają, że substancja nie jest przeznaczona dla ludzi, ale w opisie sprytnie mrugają do klienta okiem, dodając informacje o redukcji apetytu, spadku masy ciała, a nawet gotowe schematy dawkowania. Ceny bywają kuszące – często o połowę niższe niż w aptece. Co gorsza, zamówiony towar trafia bezpośrednio do pobliskiego paczkomatu.

  • Brak jakiejkolwiek gwarancji bezpieczeństwa i kontroli jakości.
  • Nieznany, realny skład chemiczny kupowanych „peptydów”.
  • Całkowity brak zachowania łańcucha chłodniczego (oryginalny lek wymaga rygorystycznych warunków przechowywania).

Głos ekspertów: ryzyko, o którym nikt nie mówi głośno

Lekarze i toksykolodzy biją na alarm. Problem polega na tym, że pacjenci rzadko przyznają się medykom do przyjmowania takich substancji z niepewnych źródeł. Tymczasem zagraniczne kontrole – m.in. w Niemczech – wykazały, że w nieautoryzowanych preparatach z internetu znajdowały się skrajnie niebezpieczne domieszkę, w tym nawet silnie uzależniający i śmiertelny fentanyl.

Główny Inspektorat Farmaceutyczny (GIF) przyznaje, że problem jest mu znany, jednak skuteczną walkę utrudnia płynność internetowych biznesów, które błyskawicznie zmieniają nazwy, domeny i struktury spółek. Szara strefa rośnie szybciej, niż nadążają za nią paragrafy.

Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: