Emocje do 94. minuty przy Łazienkowskiej
To nie był spacer dla lidera Ekstraklasy. W piątkowym meczu 6. kolejki PKO BP Ekstraklasy Legia Warszawa cudem uniknęła pierwszej porażki w sezonie. Podopieczni Marka Papszuna długo męczyli się ze Śląskiem Wrocław, który od 35. minuty prowadził po bramce Piotra Samca-Talara z rzutu karnego. Gdy wydawało się, że wrocławianie wywiozą z stolicy sensacyjne trzy punkty, w 94. minucie błysnął rezerwowy Rafał Adamski, ustalając wynik na 1:1.
Otto Hindrich w roli głównego bohatera
Gdyby nie postawa bramkarza gospodarzy, gospodarze mogliby przegrać znacznie wyżej. Otto Hindrich w drugiej połowie zatrzymał w sytuacjach sam na sam m.in. Przemysława Banaszaka oraz Lukę Marjanaca. Rumun bronił z niesamowitym wyczuciem, ratując zespół przed katastrofą, kiedy defensywa Legii gubiła krycie, a goście raz za razem wychodzili z groźnymi kontratakami.
Pożegnanie „Jędzy” i zimny prysznic Papszuna
Początek meczu miał wyjątkową oprawę. Kibice i piłkarze pożegnali legendarnego obrońcę Legii, Artura Jędrzejczyka, który wyszedł w wyjściowym składzie, ale już w 2. minucie – po symbolicznym szpalerze i zejściu z boiska – przekazał opaskę kapitańską Bartoszowi Kapustce. Później na boisku dominował jednak chaos w wykonaniu gospodarzy.
Przełom nadszedł w doliczonym czasie gry. Paweł Wszołek posłał idealne dośrodkowanie w pole karne, a wbiegający z pełną determinacją Rafał Adamski wpakował piłkę głową do siatki. Legia przedłużyła serię meczów bez porażki, ale trener Marek Papszun z pewnością ma nad czym myśleć przed kolejnymi ligowymi starciami.

KOMENTARZE