Chwile grozy na stadionie w Gliwicach
Sobotni wieczór 22 sierpnia 2026 roku miał być świętem futbolu w ramach 5. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Piast Gliwice podejmował na własnym stadionie rozpędzoną Legię Warszawa. Wynik sportowy, choć ważny dla układu tabeli, zszedł jednak na dalszy plan w 70. minucie spotkania. Na trybunach doszło do dramatycznych wydarzeń – jeden z fanów nagle zasłabł i stracił przytomność.
Służby medyczne błyskawicznie ruszyły z pomocą. Rozpoczęła się dramatyczna walka o ludzkie życie i reanimacja na trybunach. Stadion spowiła przejmująca cisza, a tysiące zgromadzonych kibiców z zapartym tchem śledziło akcję ratunkową.
Sędzia przerywa mecz. Piłkarze schodzą do szatni
Prowadzący te zawody sędzia Bartosz Frankowski zachował pełne opanowanie i empatię. Gdy dotarła do niego skala zagrożenia, podjął jedyną słuszną decyzję o wstrzymaniu gry, a chwilę wcześniej wykonał znak krzyża w geście modlitwy. Widząc, że sytuacja jest krytyczna, polecił piłkarzom obu drużyn zejść do szatni.
Przez blisko godzinę na murawie i telebimach panowała niepewność. Komunikaty były oszczędne, liczyła się każda sekunda walki o odzyskanie funkcji życiowych poszkodowanego fana. Wszelkie boiskowe smaczki – w tym prowokujące prowadzenie Legii po bramce Łukasza Zjawińskiego z 7. minuty – straciły jakiekolwiek znaczenie.
Akcja zakończona sukcesem
Po kilkudziesięciu minutach intensywnych zabiegów medycznych z trybun dobiegły wreszcie pierwsze pozytywne informacje. Ratownikom udało się przywrócić krążenie. Kibic został zniesiony z trybun i w stanie stabilnym, ale wymagającym dalszej hospitalizacji, przetransportowany karetką do szpitala. Na stadionie rozległy się gromkie brawa.
Po uspokojeniu sytuacji podjęto decyzję o wznowieniu rywalizacji – piłkarze wrócili na boisko, a mecz dokończono jeszcze tego samego wieczoru, ostatecznie kończąc go remisem 1:1 po dramatycznej końcówce. Najważniejsze okazało się jednak to, co najważniejsze w sporcie i poza nim: ludzkie życie zostało uratowane.

KOMENTARZE