Odchudzanie to nie tylko estetyka. To systemowe wyzwanie
Gdy słyszymy słowo „odchudzanie”, większość z nas myśli o wiosennych zrysach sylwetki, restrykcyjnych dietach z kolorowych gazet czy kolejnym cudownym koktajlu detoksykującym. Jednak dla współczesnej medycyny i ekonomistów zarządzających ochroną zdrowia to pojęcie ma zupełnie inny ciężar gatunkowy. Dosłownie i w przenośni.
Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia i organizacji medycznych wynika brutalna prawda: w Polsce z nadwagą i otyłością mierzy się już ponad 22 miliony dorosłych obywateli, co stanowi około 57 proc. populacji. Zamiast jednostkowego kaprysu mamy do czynienia z pełzającą epidemią, która pożera miliardy złotych z budżetu państwa.
Koszty, których nie widać w lustrze
Leczenie samej otyłości oraz ponad 200 wywołanych przez nią chorób współistniejących – od cukrzycy typu 2, przez nadciśnienie, aż po schorzenia układu krążenia i nowotwory – generuje gigantyczne obciążenie dla systemu. Szacuje się, że koszty samej refundacji powikłań idą w miliardy złotych rocznie, a Najwyższa Izba Kontroli od lat wytyka państwu brak spójnej, narodowej strategii profilaktyki.
Co robi system? Zamiast gasić pożar na etapie podstawowej opieki zdrowotnej, pacjentów odsyła się do zatkanych kolejkami poradni specjalistycznych. W efekcie leczą się ci, których na to stać – finansując prywatne wizyty, nowoczesną farmakoterapię czy konsultacje u dietetyków, o ile w ogóle uda im się trafić na specjalistę z prawdziwego zdarzenia.
Pułapki „szybkiego efektu”
Na tym tle internet i media społecznościowe serwują nam równoległą rzeczywistość. Promowanie cudownych pigułek, głodówek czy surowych reżimów treningowych często prowadzi prosto w sidła zaburzeń odżywiania – anoreksji, bulimii czy ortoreksji, które coraz częściej dotykają nie tylko nastolatków, ale i dorosłych.
Tymczasem prawdziwe odchudzanie – o ile ma przynieść trwały skutek – musi być procesem medycznym, a nie modowym zrywem. Bez wsparcia psychologa, lekarza i stabilnego modelu finansowania opieki koordynowanej przez państwo, Polacy wciąż będą kręcić się w eksternistycznym błędnym kole efektu jo-jo.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE