Wstęp ukryty za maską normalności
Przez dziesięciolecia podręczniki medyczne i psychiatryczne opierały się na założeniu, że autyzm ma twarz chłopca. To on – nadpobudliwy, zamknięty w sobie lub manifestujący specyficzne trudności w relacjach – wyznaczał standardy diagnostyczne. W cieniu tych założeń rosły całe pokolenia dziewczynek, które choć zmagały się z analogicznymi wyzwaniami neurobiologicznymi, pozostawały całkowicie niewidoczne dla systemu. Ich codzienność przypominała grę aktorską, w której każdy gest i reakcja były skrupulatnie kalkulowane.
Mechanizm kameleona, czyli sztuka przetrwania
Dziewczynki w spektrum autyzmu wykazują niezwykłą zdolność do obserwacji i naśladowania otoczenia. Zamiast ujawniać swoje naturalne odruchy czy trudności sensoryczne, uczą się odgrywać role społecznie akceptowane. Ten mechanizm, nazywany powszechnie maskowaniem lub kamuflażem, działa jak psychologiczna tarcza.
- Skrupulatne kopiowanie mimiki i tonu głosu rówieśników.
- Świadome zmuszanie się do kontaktu wzrokowego, mimo że wywołuje on lęk.
- Stosowanie wyuczonych skryptów konwersacyjnych.
- Spełnianie surowych kryteriów otoczenia jako tzw. „grzeczna dziewczynka”.
Efekt? W szkole czy na spotkaniach rodzinnych dziecko funkcjonuje wzorowo. Jednak ta fasada ma zatrważająco wysoką cenę.
Gdy maska opada w czterech ścianach
Cena, jaką płacą nastolatki i dorastające kobiety za ciągłe trzymanie fasonu, ujawnia się najczęściej w bezpiecznej przestrzeni domu. Po całym dniu spędzonym w trybie „ciągłej czujności” dochodzi do gigantycznego przeciążenia sensorycznego i emocjonalnego. Rodzice często przecierają oczy ze zdumienia, widząc, jak grzeczna w placówce córka po powrocie wybucha niekontrolowanym płaczem, zmęczeniem lub złością. Niestety, otoczenie rzadko powiązuje te objawy ze spektrum, przypisując je „trudnemu wiekowi dorastania” lub chwilowym kryzysom.
Problem kryteriów i stygmatyzacji
Jak zauważa **dr Wenesa Gajos**, kierowniczka Poradni ADHD u Dorosłych w Centrum Terapii Dialog, obecny kryzys diagnostyczny nie wynika z faktycznego wzrostu zachorowalności, lecz ze zmiany świadomości i poprawy wykrywalności. Ekspertka ostro sprzeciwia się nazywaniu rosnącej liczby diagnoz „modą”. Dla tysięcy dorosłych kobiet, które latami czuły się „inne” i niespełnione, formalne potwierdzenie spektrum lub współwystępującego AuDHD staje się nie luksusem, lecz aktem głębokiej ulgi i punktem zwrotnym w leczeniu depresji czy stanów lękowych.
Tradycyjne narzędzia kliniczne wciąż wymagają pilnej aktualizacji, by uwzględniać specyficzny, sfeminizowany fenotyp autyzmu. Bez tego kolejne pokolenia dziewcząt wciąż będą skazane na bolesne błądzenie w labiryncie błędnych diagnoz psychiatrycznych.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE