Drugi kierowca polskiego autokaru, który uległ tragicznemu wypadkowi na Węgrzech, przedstawił wstrząsające szczegóły nocy pełnej grozy, w której zginęło 12 osób. Mężczyzna w momencie uderzenia odpoczywał w wygłuszonej kabinie.
Do tragicznego zdarzenia doszło na autostradzie M3 na Węgrzech. Autokarem podróżowali polscy pielgrzymi wracający z Medziugorie. W chwili, gdy pojazd zjechał z drogi i się przewrócił, drugi kierowca spał w specjalnej kabinie przy środkowych drzwiach. Jak sam przyznał w rozmowie ze stacją TVN24, początkowo warunki na drodze były trudne ze względu na lekką mgłę.
Jak w pralce
Szofer zaznaczył, że pierwsze sekundy katastrofy zapamiętał fragmentarycznie. Gdy autobus zaczął gwałtownie się przechylać i uderzać w podłoże, poczuł, że traci kontrolę nad własnym ciałem.
- – Kiedy autobus zaczyna się przechylać i uderza, w tej kabinie poczułem się jak w pralce – relacjonował.
- – Zorientowałem się, że jest tragedia, wypadek. Jest moment, kiedy trzeba uciekać z tej kabiny.
Akcja ratunkowa i solidarność z kolegą
Po zatrzymaniu pojazdu ruszyła dramatyczna akcja ratunkowa. Pasażerowie oraz załoga musieli wyłamać dachowe wyjścia awaryjne, aby wydostać się na zewnątrz. Osoby o większych siłach pomagały w ewakuacji lżej rannych, natomiast poszkodowani uwięzieni pod fotelami byli wyciągani dołem.
Drugi kierowca odniósł się również do sytuacji swojego kolegi, który w momencie wypadku prowadził autokar i został tymczasowo aresztowany przez węgierski sąd:
– Szkoda tego człowieka. Rozmawiałem tam z ludźmi, to nikt nie ma pretensji do niego.
Węgierskie służby prowadzą śledztwo w kierunku nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym, biorąc pod uwagę m.in. możliwość, że kierowca zasnął ze zmęczenia.

KOMENTARZE