Jednego dnia klientka PKO BP zaciągnęła pożyczkę na 80 tysięcy złotych, otworzyła nowy rachunek i wypłaciła gotówkę, padając orężem bezwzględnych oszustów. Sprawa wywołała ogromne poruszenie w sieci, stawiając pod dużym znakiem zapytania skuteczność bankowych procedur bezpieczeństwa.
Przebieg dramatycznych wydarzeń w oddziale
Jak wynika z ustaleń serwisu Bankier.pl, cała sytuacja rozegrała się błyskawicznie. Kobieta, która nigdy wcześniej nie korzystała z pożyczek gotówkowych, udała się do placówki PKO BP. Pod wpływem wielogodzinnego vishingu – czyli oszustwa telefonicznego, w którym przestępcy podszywają się pod pracowników banków lub służb – złożyła wniosek o 80 tys. zł kredytu.
Przestępcy poinstruowali ją, aby założyła osobne konto, na które miały wpłynąć środki, co miało uchronić je przed rzekomym zagrożeniem. Kobieta tłumaczyła doradcy w banku, że chce zrobić mężowi niespodziankę z okazji rocznicy ślubu i przeznaczyć pieniądze na zakup samochodu. Po wypłacie tej kwoty opróżniła również swoje drugie konto, wyciągając kolejne 16 tys. zł oszczędności. Łącznie w ciągu jednego dnia straciła 96 tysięcy złotych.
Reagowanie rodziny i stanowisko banku
Kiedy mąż zorientował się, że dzieje się coś niedobrego, próbował ratować sytuację. Przez około 20 minut czekał na połączenie z infolinią banku, aby powiadomić konsultantów o oszustwie. Niestety, było już za późno.
Bank PKO BP w oficjalnym komunikacie przesłanym mediom poinformował, że nie dopatrzył się uchybień po stronie swoich pracowników. Wskazano, że klientka zachowywała się w oddziale w sposób naturalny i spokojny, nie korzystała w obecności doradcy z telefonu oraz składała dyspozycje w pełni świadomie. Instytucja przypomina, że jej pracownicy są regularnie szkoleni z wykrywania manipulacji, jednak w tym przypadku zachowanie poszkodowanej nie wzbudziło żadnych podejrzeń.
Źródło: Bankier.pl – Finanse osobiste

KOMENTARZE