Długa droga na szczyt
443 dni – tyle dokładnie musiał czekać Michał Cieślak (28-2, 22 KO) od momentu zdobycia tymczasowego pasa do chwili, w której federacja WBC oficjalnie uznała go za pełnoprawnego mistrza świata w wadze junior ciężkiej (90,7 kg). Tytuł wpadł w ręce Polaka rykoszetem po tym, jak dotychczasowy czempion Noel Mikaelian popadł w konflikt z organizacją i stoczył pojedynek z Jaiem Opetaią bez aprobaty władz.
Dla polskiego pięściarza z Radomia to moment dziejowy, ale też brutalne zderzenie z bokserską rzeczywistością od środka. – Są różne układy i układziki. Oczywiście tak jest nie tylko w boksie, ale kiedy człowiek poznaje to wszystko od środka, trochę słabnie – przyznaje bez ogródek Cieślak. Czas niepewności i politycznych gier za kulisami w końcu jednak minął.
Bitka o trzy pasy w Phoenix
Czasu na świętowanie nie ma ani chwili. Już 12 grudnia tego roku w Phoenix w stanie Arizona odbędzie się jedna z najgłośniejszych walk w historii polskiego zawodowego boksu. Stawką grudniowego starcia będą aż trzy mistrzowskie tytuły: WBC, WBA oraz WBO.
Rywalem Polaka będzie wielka gwiazda i absolutna ścisłość światowych rankingów P4P – niepokonany Amerykanin David Benavidez (32-0, 26 KO). – David Benavidez nie wie, na co się pisze – zapowiada bez kompleksów radomski bombardier. Bukmacherzy i ekspertów stawiają w roli faworyta Amerykanina, jednak Cieślak liczy na swoją miażdżącą siłę ciosu.
Jasny plan na przyszłość
Waga junior ciężka wchodzi w fazę absolutnego wrzenia. Władze World Boxing Council od razu ukierunkowały dalszy bieg wydarzeń w dywizji – zwycięzca grudniowej unifikacji pomiędzy Cieślakiem a Benavidezem będzie musiał obowiązkowo skrzyżować rękawice z niebezpiecznym Australijclerzem Jaiem Opetaią. Zanim jednak do tego dojdzie, przed Michałem Cieślakiem najtrudniejszy test w karierze i walka o to, by zapisać się na kartach globu złotymi zgłoskami.

KOMENTARZE