Miesiąc przerwy i niespodziewane efekty
W połowie sierpnia Justyna Kowalczyk-Tekieli trafiła do szpitala, gdzie przeszła zabieg chirurgiczny. Choć była utytułowana biegaczka narciarska nie zdradziła szczegółowych informacji na temat samej operacji, na udostępnionych przez nią zdjęciach ze szpitalnego łóżka widoczne były opatrunki w okolicy lewego kolana. Po blisko miesiącu przymusowego rozbratu z aktywnością fizyczną sportsmenka postanowiła podzielić się z fanami zaskakującymi wnioskami.
„Mistrzyni nie trenuje = mistrzyni znika! Czyli rzecz o tym, że wystarczy przez miesiąc pooperacyjnie odpuścić, mieć trochę mniejszy apetyt i mięśnie lecą na łeb, i na szyję” – napisała wprost w mediach społecznościowych.
Waga jak u nastolatki i powrót do dawnych ubrań
Okazuje się, że brak tradycyjnych, intensywnych obciążeń treningowych oraz mniejszy apetyt mocno wpłynęły na sylwetkę dawnej królowej białego szaleństwa. Spadek masy mięśniowej okazał się na tyle drastyczny, że waga 43-letniej ex-zawodniczki spadła do wartości, których nie widziała na liczniku od dekad.
– Szesnastoletnia Justynka tyle ważyła… Odszukałam nawet z tamtego czasu ubrania. Leżą znakomicie – wyznała z przymrużeniem oka.
Czas na nowe wyzwania
Mimo że ciało po operacji wyraźnie dało znać o odpoczynku, legenda polskich nart nie zamierza tracić czasu na użalanie się nad utraconymi centymetrami w bicepsie. We wpisie zamieszczonym w drugiej połowie września zamieściła krótką, niezwykle zmotywowaną zapowiedź powrotu do dawnej rutyny: „Od poniedziałku do roboty!”
Fani błyskawicznie zasypali profil lawiną komentarzy, przesyłając wyrazy wsparcia i przypominając, że dla nich na zawsze pozostanie wielką mistrzynią.

KOMENTARZE