Wybory w cieniu wojny i bez niespodzianek
Trzydniowe głosowanie do rosyjskiej Dumy Państwowej – pierwsze od momentu rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 roku – dobiegło końca 20 września 2026 roku. Zgodnie z przewidywaniami ekspertów, całe wydarzenie miało niewiele wspólnego z demokratycznym ścieraniem się poglądów. Maszyneria Kremla zadziałała bez zacięć.
Centralna Komisja Wyborcza (CKW) Federacji Rosyjskiej opublikowała wstępne dane po przeliczeniu części protokołów. Wynik? Bez zaskoczenia. Partia władzy Jedna Rosja uzyskała 57,54 proc. głosów. Z kolei kolejne dane napływające z rosyjskich komisji wskazywały nawet na wzrost poparcia do poziomu 57,76 proc. po przetworzeniu ponad 82 proc. protokołów. To potężna dominacja.
Kto jeszcze załapał się do Dumy?
W niższej izbie rosyjskiego parlamentu tradycyjnie nie zabraknie miejsca dla dekoracyjnej opozycji, która w kluczowych kwestiach potulnie popiera linię Kremla. Poza partią Putina, której przewodniczy były prezydent Dmitrij Miedwiediew, miejsca w ławach poselskich zagwarantowały sobie:
- Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej (KPRF)
- Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji (LDPR)
- Nowi Ludzie
Na włosku wisiał los ugrupowania Sprawiedliwa Rosja, które balansowało na granicy pięcioprocentowego progu wyborczego. Prawdziwa opozycja została natomiast całkowicie wyczyszczona z politycznego krajobrazu. Sąd Najwyższy Federacji Rosyjskiej zdusił wszelkie próby sprzeciwu, odrzucając m.in. apelację antywojennej partii Jabłoko. Jej lider, Nikołaj Rybakow, w ramach desperackiego aktu protestu demonstracyjnie unieważnił swoją kartę, wpisując na niej hasło „Za pokojem”.
Rekordowa frekwencja i głośny sprzeciw Zachodu
Rosyjskie władze chwaliły się wysoką frekwencją, która w trakcie trzydniowego maratonu wyborczego (trwającego od piątku do niedzieli) miała wynieść 56,66 proc. Niezależni obserwatorzy i analitycy nie mieli jednak złudzeń: mowa tu o potężnej machinie mobilizacji administracyjnej, przymusie w sektorze budżetowym oraz powszechnych fałszerstwach. W Moskwie doszło nawet do awarii elektronicznych spisów wyborców – władze tłumaczyły to rzekomymi atakami hakerskimi, co skutkowało gigantycznymi kolejkami przed lokalami.
Reakcja państw zachodnich była natychmiastowa. Komisja Europejska otwarcie skrytykowała przebieg głosowania, wskazując na głęboką erozję demokracji w Rosji. Ostrego języka nie szczędziło również polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, nazywając całą procedurę pseudowyborami, zwłaszcza w kontekście bezprawnego organizowania głosowania na okupowanych terytoriach Ukrainy.

KOMENTARZE