Bolesna prawda o europejskim niebie
Wrzesień 2026 roku przynosi kolejne poważne ostrzeżenia z flanki wschodniej. W wywiadzie udzielonym brytyjskiemu dziennikowi „The Guardian” prezydent Łotwy Edgars Rinkevičs postawił sprawę jasno, mówiąc bez ogródek o obecnym stanie bezpieczeństwa. Według niego obrona powietrzna, systemy antydronowe oraz obrona przeciwrakietowa w Ukrainie, całej Europie i w strukturach NATO borykają się z fundamentalnymi problemami.
Polityk nie owijał w bawełnę. Zauważył, że gdyby doszło do nagłego, zmasowanego ataku rakietowego na terytorium państw zachodnich, większość krajów członkowskich Sojuszu miałaby gigantyczny problem z odparciem uderzenia.
Wojna dronów pędzi „z prędkością światła”
Największym wyzwaniem okazuje się dynamika konfliktu. Technologia bezzałogowców na froncie w Ukrainie zmienia się w zawrotnym tempie. Rinkevičs ostrzegł, że obecne przygotowania wojskowe i procedury obronne Europy do walki w powietrzu mogą okazać się całkowicie przestarzałe już do połowy 2027 roku.
Do tego dochodzi kryzys logistyczny. Magazyny kluczowych pocisków przechwytujących – takich jak amerykańskie systemy Patriot – świecą pustkami m.in. przez intensywne zużycie zasobów w innych rejonach świata. Odtworzenie zapasów w amerykańskich fabrykach może zająć nawet kilka lat, a europejskie zdolności produkcyjne wciąż nie nadążają za realnymi potrzebami frontu.
Hybrydowa codzienność i testy artykułu 5
Słowa łotewskiego prezydenta idealnie wpisują się w szerszą debatę o gotowości Europy na nadchodzącą zimę. W tym samym czasie polscy liderzy polityczni zwracają uwagę, że Rosja może testować spójność NATO za pomocą mniejszych, „przypadkowych” incydentów z udziałem dronów.
Służby krajów bałtyckich i państw regionu alarmują o rosnącej fali sabotażu, cyberataków i prowokacji. Rinkevičs podkreślił, że tradycyjne pojęcie „zagrożeń hybrydowych” zbytnio łagodzi powagę sytuacji – w rzeczywistości mamy do czynienia z permanentną, pełzającą konfrontacją wymierzoną w infrastrukturę krytyczną Zachodu.

KOMENTARZE