Wysiedlili ich i zburzyli domy. Teraz dawni mieszkańcy wracają do wsi widmo, by zacząć od nowa

Strona głównaMiasto

Wysiedlili ich i zburzyli domy. Teraz dawni mieszkańcy wracają do wsi widmo, by zacząć od nowa

Nocna wpadka na olsztynskiej starowce. Kamery nakryly amatorow uzywek
Krakowskie metro bliżej realizacji. Premier rozwiewa wątpliwości i mówi o miliardach
Tragiczny bilans wypadku w Krakowie: Samochód wjechał w pieszych na chodniku, nie żyją dwie osoby

Wielki plan kopalni i ludzki dramat

Decyzja zapadła w latach 80. XX wieku. Wigancice Żytawskie, malownicza miejscowość położona na Dolnym Śląsku w gminie Bogatynia, miały całkowicie zniknąć z powierzchni ziemi. Plan był prosty na papierze, ale bezwzględny dla ludzi: teren wsi przeznaczono na zewnętrze zwałowisko Kopalni Węgla Brunatnego „Turów”. Mieszkańców stopniowo wysiedlano, a ich domy – często unikalne, historyczne budynki przysłupowe – równano z ziemią. Proces ten zakończył się pod koniec lat 90., kiedy wieś formalnie przestała istnieć.

Przez lata po dawnej osadzie zostały właściwie tylko zniszczony asfalt dawnej drogi, resztki fundamentów ukryte w krzakach i wszechobecna cisza. Hałda, ze względu na którą poświęcono miejscowość, ostatecznie nie pochłonęła jednak całego terenu. Zmieniono technologię składowania ziemi po tym, jak podczas ulew błoto zaczęło zagrażać czeskiej stronie. Wieś formalnie istniała na mapach, ale fizycznie zamieniła się w opuszczoną pustynię.

Powrót po 25 latach. Ruszyły pierwsze budowy

Przez ponad ćwierć wieku jedynym żywym śladem dawnych Wigancic były coroczne zjazdy dawnych mieszkańców, którzy spotkali się m.in. w uratowanym i przeniesionym do Zgorzelca słynnym „Domu Kołodzieja”. Tęsknoty nie dało się jednak wyburzyć razem ze ś ścianami. W ostatnich latach sytuacja zaczęła się diametralnie zmieniać. Do dawnej wsi znowu wkroczyły ekipy budowlane.

Nad fundamentami w lesie pojawiają się pierwsze zadaszenia, a dawni mieszkańcy i ich potomkowie postanowili fizycznie odbudować to, co przed laty zniszczył bezduszny przemysł. Ludzie kupują działki i chcą stworzyć nowoczesną, ekologiczną osadę, która szanuje lokalną tradycję architektoniczną Pogórza Izerskiego.

Bariery, które wciąż stoją na drodze

Choć determinacja ludzi robi wrażenie, odbudowa tak specyficznego miejsca nie jest usłana różami. O ile prywatni inwestorzy są w stanie postawić mury własnych domów, o tyle gigantycznym problemem pozostaje infrastruktura:

  • Brak odpowiedniego dojazdu – stare drogi wymagają kapitalnego remontu i wielkich nakładów finansowych.
  • Odtworzenie sieci wodociągowej i energetycznej, które zniknęły wraz z wyburzeniami.
  • Konieczność wsparcia systemowego ze strony samorządu i państwa, o które dawni mieszkańcy bezskutecznie apelują od lat.

Wigancice Żytawskie stają się symbolem walki o lokalną tożsamość. To dowód na to, że pamięć o małej ojczyźnie bywa silniejsza niż najpotężniejsze maszyny górnicze.

Źródło: muratordom.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: