Zwrot pieniędzy i lawina pytań wokół dawnego koordynatora SOR
Sprawa głośnej afery w warszawskim Szpitalu Południowym wciąż rozpala emocje opinii publicznej. Przypomnijmy: w czerwcu 2026 roku na jaw wyszły szokujące kulisy finansowe działalności Dawida Kacprzyka, byłego koordynatora SOR i radnego dzielnicy Ursus z ramienia Koalicji Obywatelskiej. W ciągu zaledwie roku lekarz zarobił w placówce ok. 1,6 mln zł, co wywołało polityczną burzę, audyty oraz odwołanie zarządu szpitala.
Gdy medialna machina ruszyła, Kacprzyk zdecydował się na zaskakujący krok. Samodzielnie skorygował część dokumentacji i przelał na konto szpitala okrągłe 500 tys. zł. Jak się jednak okazuje, pieniądze te nie zagrzały tam długo miejsca.
Szpital odesłał miliony i żąda wyjaśnień
Jak poinformowała rzeczniczka prasowa Szpitala Południowego, Jadwiga Juczkowicz, placówka zdecydowała się… odesłać przelew z powrotem na rachunek lekarza. Jednocześnie dyrekcja wystosowała do niego oficjalne wezwanie.
– *Szpital wezwał pana Dawida Kacprzyka do złożenia wyjaśnień wystawionych korekt* – przekazała rzeczniczka w rozmowie z „Faktem”.
Co na to sam zainteresowany? Z przesłanych przez placówkę informacji wynika, że lekarz tłumaczył swoje działania w specyficzny sposób:
- Wpłata i korekta 33 faktur miały charakter „tymczasowy i ostrożnościowy”.
- Wyjaśnił, że dokonał tzw. szacunkowych korekt.
- Podkreślał, że ruch ten „nie stanowił w żadnym razie przyznania”, jakoby opłacone usługi medyczne nie zostały faktycznie wykonane.
Śledztwa w toku, a lekarz przyjmuje pacjentów
Wokół finansów warszawskiej placówki kręci się obecnie kilka prokuratorskich śledztw. Śledczy badają m.in. kwestie domniemanych oszustw oraz prawidłowość wydatkowania publicznych środków. Co ciekawe, mimo upływu miesięcy i ciążących zarzutów, Dawid Kacprzyk nie został jeszcze przesłuchany przez organy ścigania, co wywołało falę krytyki i spekulacji w środowisku politycznym.
Sam lekarz po utracie posady w stolicy i rezygnacji z członkostwa w KO kontynuuje praktykę medyczną w mniejszych ośrodkach pod Warszawą, nic sobie nie robiąc z medialnej burzy – co zresztą skwitował w rozmowie z dziennikarzami wymownym stwierdzeniem zarejestrowanym przez ukrytą kamerę. Tymczasem prokuratura i powołane organy kontrolne wciąż analizują tysiące godzin przepracowanych na papierze i setki tysięcy złotych, które przepłynęły przez Szpital Południowy.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE