Cichy zabójca wątroby pod lupą. Dlaczego wciąż nie znamy wszystkich zakażonych HCV?

Strona głównaZdrowie

Cichy zabójca wątroby pod lupą. Dlaczego wciąż nie znamy wszystkich zakażonych HCV?

Kij w mrowisko od NFZ. Przychodnie mają dostawać mniej pieniędzy za wyniki pacjentów
Cichy zabójca w krwiobiegu. Dlaczego ponad połowa Polaków ignoruje ten problem?
Moc prosto z sadu: Dlaczego owoce to prawdziwy fundament zdrowia i profilaktyki?

Wirus, który nie pyta o zgodę

Wirusowe zapalenie wątroby typu C, znane szerzej jako HCV, to jeden z najbardziej podstępnych patogenów współczesnej medycyny. Atakuje bezszelestnie, latami nie dając żadnych wyraźnych sygnałów ostrzegawczych. Kiedy pacjent w końcu trafia do lekarza, często jest już za późno – w wątrobie zdążyła rozwinąć się marskość lub, co gorsza, rak wątrobowokomórkowy.

Szacunki epidemiologiczne wskazują, że w Polsce zakażonych jest od 150 do 250 tysięcy dorosłych osób. Prawdziwy dramat tkwi jednak gdzie indziej: aż 70% z nich nie ma pojęcia o swojej chorobie. Chodzą do pracy, wychowują dzieci, żyją pełnią życia, podczas gdy wirus powoli niszczy ich organizm.

Nowoczesna medycyna kontra ukryty wróg

Paradoksem polskiego systemu ochrony zdrowia jest fakt, że choć medycyna dawno dała nam narzędzia do walki z HCV, wciąż kuleje powszechna profilaktyka i wczesne wykrywanie. Współczesne terapie oparte na tzw. lekach DAA (o bezpośrednim działaniu przeciwwirusowym) to absolutny przełom. Skuteczność leczenia przekracza dziś 95 procent, a sama terapia trwa zaledwie od 8 do 12 tygodni. Pokonanie wirusa jest możliwe nawet u pacjentów z zaawansowaną marskością.

Dlaczego więc wciąż mówimy o problemie narodowym? Kluczem do sukcesu nie jest samo leczenie, które w ramach refundacji funkcjonuje sprawnie, lecz diagnostyka na masową skalę. Bez testów przesiewowych państwo leczy tylko czubek góry lodowej.

Programy profilaktyczne: krok naprzód, ale to za mało

Sytuację ma poprawić m.in. wdrażany program profilaktyczny „Moje Zdrowie”, który zastąpił wysłużoną „Profilaktykę 40+” i objął ubezpieczonych już od 20. roku życia. W jego ramach pacjenci mogą wykonać test w kierunku przeciwciał anty-HCV. Dane z pierwszych miesięcy funkcjonowania programu pokazały około 20-procentowy wzrost wykrywalności zakażeń.

Eksperci z Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych nie kryją jednak sceptyzmu co do tempa zmian. Podkreślają, że brakuje odważnej, ogólnokrajowej strategii na wzór rozwiązań litewskich, gdzie postawiono na bezwzględny skrining populacyjny. Koszt pojedynczego testu to zaledwie kilka złotych, tymczasem koszty leczenia powikłań zaawansowanej marskości czy przeszczepu wątroby obciążają budżet państwa milionami.

Gdzie czai się zagrożenie?

Wbrew stereotypom, zakażenie HCV to nie tylko problem osób przyjmujących narkotyki dożylnie. Do transmisji dochodzi poprzez kontakt z krwią. Wystarczy drobne naruszenie ciągłości naskórka w gabinecie kosmetycznym, tatuażu, u fryzjera, stomatologa czy podczas zabiegu medycznego, jeśli standardy steryzilacji zawiodą.

Dopóki test na obecność anty-HCV nie stanie się powszechnym, rutynowym elementem badań każdego dorosłego Polaka – wykonywanym przynajmniej raz w życiu w ramach Podstawowej Opieki Zdrowotnej – wirus będzie zbierał swoje ciche żniwo. Czas przestać zamiatać problem pod dywan i zacząć działać tam, gdzie medycyna może realnie wygrać z czasem.

Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: