Sobotni wieczór na rzeszowskim owalu zapisał się złotymi zgłoskami w historii tegorocznego cyklu Speedway Euro Championship (SEC). 19 września 2026 roku polscy żużlowcy urządzili sobie prawdziwy teatr jednego aktora, a właściwie dwóch. Kacper Woryna i Maciej Janowski zdominowali trzeci finał mistrzostw Europy, zajmując dwa najwyższe stopnie podium i całkowicie odwracając sytuację w klasyfikacji generalnej.
Dramaturgia na oparach nerwów. Finał na trzy podejścia
To nie była zwykła runda. To była czysta walka na łokcie, w której nikt nie zamierzał odstawiać motocykla. Decydujący bieg wieczoru dostarczył kibicom zgromadzonym przy ul. Hetmańskiej ekstremalnych dawek adrenaliny i rozegrał się w dramatycznych okolicznościach — aż na trzy raty.
Najpierw w szaleńczym natarciu Leon Madsen ostro potraktował Macieja Janowskiego na wejściu w drugi wiraż trzeciego okrążenia. Sędzia Tomas Topinka nie miał wątpliwości i wykluczył Duńczyka z powtórki. W kolejnym podejściu na pierwszym łuku z kolei zaiskrzyło między samymi Polakami — Woryna nieco szerzej wyniósł Janowskiego, co skończyło się kolejnym upadkiem wrocławianina. Tym razem sędzia pozwolił kontynuować show w trójosobowym składzie.
W ostatecznej powtórce najlepiej ze startu wyszedł „Magic”, ale rozędzony Woryna jechał jak w transie. Minął kolegu z reprezentacji na dystansie i pewnie pomaszerował po swoje pierwsze w karierze zwycięstwo w rundzie SEC.
Szaleńczy śisk w generalce. O wszystkim zdecydują Pardubice
Dzięki fantastycznej jeździe w Rzeszowie polscy fani mogą ostrzyc sobie zęby na wielki finał. Sytuacja w tabeli po trzech turniejach wygląda następująco:
- Kacper Woryna – 34 punkty
- Leon Madsen – 34 punkty
- Maciej Janowski – 33 punkty
- Michael Jepsen Jensen – 33 punkty
Całą prowadzącą czwórkę w klasyfikacji generalnej dzieli obecnie zaledwie jeden punkt! Oznacza to, że finałowy turniej w czeskich Pardubicach zapowiada się jako absolutny kryminał żużlowy, w którym margines błędu praktycznie nie istnieje.

KOMENTARZE