12 września 2026 roku to data, na którą z niecierpliwością patrzy całe żużlowe środowisko. Od wybuchu wojny w Ukrainie minęły ponad cztery lata, a sportowcy z Rosji wciąż pozostają odcięci od najważniejszych międzynarodowych aren. O ile w polskiej PGE Ekstralidze zawodnicy tacy jak Artiom Łaguta czy Emil Sajfutdinow znaleźli swoje miejsce dzięki posiadaniu polskich paszportów, o tyle drzwi do cyklu Speedway Grand Prix pod egidą FIM (Międzynarodowej Federacji Motocyklowej) pozostają dla nich zatrzaśnięte.
Już niedługo w tej sprawie ma odbyć się kluczowe posiedzenie władz FIM. Czy sankcje zostaną poluzowane? Nadzieję na zmiany podgrzał wcześniej nowy promotor cyklu, Richard Coleman, który nie ukrywał, że obecność najlepszych zawodników świata podnosiłaby prestiż rywalizacji. Optymizmem powiało również po tym, jak MKOl tymczasowo złagodził kurs wobec rosyjskiego sportu. Rzeczywistość okazuje się jednak brutalniejsza.
„Nie będę już nigdy startował jako Rosjanin”
Głos w sprawie zabrał sam zainteresowany – indywidualny mistrz świata z 2021 roku, Artiom Łaguta. Zawodnik Betard Sparte Wrocław wprost przyznaje, że jego nastawienie zmieniło się po latach oczekiwania na decyzje działaczy.
— *To jest ciężka sytuacja, ponieważ nie będę już nigdy startował jako Rosjanin* — zadeklarował Łaguta w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”. — *Wiem, że we wrześniu odbędzie się spotkanie FIM i tam zdecydują, czy wracamy. Na dzień dzisiejszy ciężko powiedzieć, kiedy i czy w ogóle wrócimy*.
Żużlowiec nie ukrywa zmęczenia ciągłymi spekulacjami i przeciągającymi się procedurami. Choć wciąż tli się w nim iskra nadziei na powrót do walki o medale mistrzostw świata, podchodzi do tematu z ogromnym dystansem.
Polityka, paszporty i bariera FIM
Sytuacja jest skomplikowana przez szereg czynników formalnych oraz geopolitycznych. Nawet jeśli FIM zdecydowałby się na warunkowe dopuszczenie rosyjskich żużlowców do zmagań, na drodze stoją lokalne federacje – w tym Polski Związek Motorowy (PZM). Pojawiają się głosy sprzeciwu wobec ewentualnych startów zawodników urodzonych w Rosji pod neutralną flagą lub pod polską licencją w imprezach mistrzowskich rangi FIM.
Dla samego cyklu Grand Prix brak takich postaci jak Łaguta czy Sajfutdinow oznacza brak naturalnych rywali dla dominującego od lat Bartosza Zmarzlika. Fani żużla są podzieleni – jedni tęsknią za pełną obsadą i najwyższym poziomem sportowym, drudzy przypominają o ciągłym braku stabilizacji i tragicznych tle wydarzeń za naszą wschodnią granicą. Wrześniowe obrady FIM pokażą, czy sport zdoła choć w części oderwać się od politycznych podziałów, czy też status quo utrzyma się na kolejne sezony.

KOMENTARZE