Wielkie liczenie w resorcie finansów
Rząd opublikował szczegółowe wyliczenia do projektu ustawy budżetowej na 2027 rok. Wygląda na to, że lokalne władze – od małych gmin po wielkie województwa – mogą zacząć szykować miejsca w kasach na dodatkowe miliony. Pieniądze, które popłyną do samorządów z samych udziałów w podatku dochodowym od osób fizycznych (PIT), robią wrażenie. Mowa o kwocie 206,7 mld zł, co oznacza potężny zastrzyk większy o niemal 13 mld zł w porównaniu do obecnych planów.
Skąd ten nagły przypływ gotówki? To efekt nie tylko rosnących wynagrodzeń i sytuacji na rynku pracy, ale także ewolucji przepisów o dochodach jednostek samorządu terytorialnego. Przypomnijmy, że po reformie systemu finansowania to właśnie udział w podatkach stał się głównym kołem zamachowym lokalnych budżetów, spychając dawne, sztywne subwencje na dalszy plan.
Subwencja ogólna i miliony na oświatę
Samo to to jednak nie wszystko. Do samorządowych skarbców trafi dodatkowo blisko 55,5 mld zł w ramach subwencji ogólnej. Kiedy zsumujemy te strumienie finansowe z rządowych tabel, staje się jasne, że presja na lokalne inwestycje zostanie choć trochę rozładowana – przynajmniej na papierze.
Nie da się jednak ukryć, że apetyty i bieżące wydatki rosną szybciej niż drożdżowe ciasto. Ogromną część tych środków pochłonie oświata. W samym resorcie edukacji kwota potrzeb oświatowych na 2027 rok zbliża się wielkimi krokami do poziomu 121,9 mld zł. Szkoły, pensje dla nauczycieli, ogrzewanie placówek i bieżące utrzymanie budynków pochłaniają lwią część dochodów każdego burmistrza i prezydenta miasta.
Rządowe priorytety a codzienna rzeczywistość
Podczas gdy ministerstwo chwali się rosnącymi wpływami, w samorządowych gabinetach panuje umiarkowany optymizm. Z jednej strony dodatkowe miliardy z PIT to tlen dla lokalnej gospodarki. Z drugiej strony – presja płacowa i koszty zadań zleconych z zakresu administracji rządowej wciąż rosną. Rząd zapowiada wprawdzie wyższe dotacje celowe (m.in. w obszarze polityki rodzinnej czy bezpieczeństwa i ochrony przeciwpożarowej), ale rzeczywistość małych miasteczek bywa brutalna. Inflacja, choć wyhamowująca, zostawiła po sobie trwałe ślady w postaci droższych przetargów i kontraktów.
Jedno jest pewne: walka o lokalne inwestycje w 2027 roku będzie toczyć się przy udziale większych niż kiedykolwiek pieniędzy. Pytanie tylko, czy te miliardy realnie zasypią dziury w samorządowych budżetach, czy też zostaną natychmiast pochłonięte przez lawinowo rosnące koszty stałe.
Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE