Brązowy medal to dla nich policzek. Czy polski żużel zjadł własny ogon?

Strona głównaSport

Brązowy medal to dla nich policzek. Czy polski żużel zjadł własny ogon?

Sensacja w PGE Ekstralidze. Bartosz Zmarzlik musiał uznać wyższość rywala z Leszna
Polscy żużlowcy w świetnej formie przed finałem DPŚ na PGE Narodowym
Znamy układ sił w PGE Ekstralidze. Cień nad dominacją Motoru przed walką o medale

Zderzenie ze ścianą na PGE Narodowym

Sobotni wieczór 29 sierpnia 2026 roku na warszawskim PGE Narodowym miał być kolejnym świętem polskiego speedwaya. Ponad 40 tysięcy kibiców ostrzyło sobie zęby na jubileuszowy, dziesiąty tytuł Drużynowych Mistrzostw Świata. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Biało-Czerwoni w składzie z dominującym latami Bartoszem Zmarzlikiem skompletowali zaledwie 29 punktów, co dało im dopiero trzecie miejsce i brązowy krążek.

Złoto po 24 latach przerwy zgarnęli kapitalnie dysponowani Australijczycy (38 pkt), a srebro przypadło Duńczykom (30 pkt). Dla polskiego środowiska żużlowego to zimny prysznic. Głosy o „sytych kotach” nie wzięły się znikąd.

Jak rodzi się głód, a jak sytość?

Spójrzmy prawdzie w oczy. Australijczycy nie mają u siebie tak potężnej, napompowanej milionami złotych ligi jak nasza PGE Ekstraliga. Ich zawodnicy nie zaczynają karier z dziesiątkami reklam na kevlarach. Często przylatują do Europy z jedną walizką, kilkoma dolarami w kieszeni i determinacją, która pozwala przetrwać najcięższe chwile z dala od domu.

W Polsce jest zupełnie inaczej. Mamy najbogatsze rozgrywki globu, nowoczesne stadiony i komfort, o jakim zagraniczni rywale mogą pomarzyć. Tyle że w parze z luksusem przyszedł brak dawnego pazura. Legendarne kadry walczyły o każdy centymetr toru z krwią w oczach. W Warszawie tymczasem oglądaliśmy momentami bezradność, błędy sprzętowe i motocykle stające dęba na starcie.

Głosy z obozu i rozliczenie legend

Selekcjoner Stanisław Chomski nie ukrywał po zawodach, że sytuacja była dramatyczna, a brąz to i tak plan minimum w obliczu problemów zdrowotnych w kadrze (m.in. trudności Patryk Dudka). Z kolei ostro na temat mentalności kadrowiczów wypowiedział się legendarny trener Marek Cieślak:

To, że mamy ładne stadiony, ciekawą ligę i frekwencję, nie znaczy, że mamy zawodników, którzy wygrają nam DPŚ. Zawodnikom trzeba zadać pytanie, kto w ogóle chce ścigać się w kadrze?

Czy polski żużel przespał moment zmiany warty? Trzeba przyznać wprost: systemowo wychowujemy dziś obcokrajowców i zawodników, którym czasem brakuje motywacji do gryzienia żużla z Orła Białego na piersi. Pojawiają się pytania o odważne postawienie na młodzież – chociażby takich chłopaków jak Maksymilian Pawełczak czy Wiktor Przyjemski. Bez rewizji podejścia do reprezentacyjnych obowiązków, brązowy medal szybko przestanie być wypadkiem przy pracy, a stanie się nową bolesną normą.

Źródło: Przegląd Sportowy przegladsportowy.onet.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: