Bój z cyfrowym kolosem. Dlaczego pokonanie Mety w sądzie graniczy z cudem?

Strona głównaKonsument

Bój z cyfrowym kolosem. Dlaczego pokonanie Mety w sądzie graniczy z cudem?

Polska uderza w giganta. Ponad miliard złotych kary dla właściciela Facebooka
Rafał Brzoska punktuje rządowy wniosek ws. Mety. „To kropla w morzu potrzeb”
Meta stanęła przed sądem w USA. 29 stanów oskarża giganta o uzależnianie dzieci

Zdrowy rozsądek podpowiada jedno: firma, która zgarnia miliony na wyświetlaniu bezczelnych oszustw, powinna ponosić za to pełną odpowiedzialność. Kiedy w feedzie Facebooka czy Instagrama pojawia się spreparowany deepfake znanej osoby obiecującej szybki zysk, poszkodowany widzi konkretnego winowajcę. Jednak zimna litera prawa i potężne zaplecze technologicznych gigantów tworzą mur, który niezwykle trudno przebić.

Przez lata gigant z Menlo Park skutecznie zasłaniał się statucie tzw. biernego hostingu. Zgodnie z tym podejściem platforma miała być jedynie cyfrowym słupem ogłoszeniowym – tablicą corkboard, na której każdy może wywiesić co chce, a właściciel tablicy nie czyta przecież każdej kartki. W sądach tradycyjna linia obrony opierała się na argumencie: „my tylko dostarczamy łącza, pretórje miejcie do oszusta z drugiego końca świata”.

Algorytm nie jest ślepy. Przełomowe pęknięcie w murze

Sytuacja zaczyna się jednak powoli zmieniać, choć droga do sprawiedliwości wciąż przypomina bój z wiatrakami. Doskonałym przykładem jest głośna batalia prawna, jaką w Polsce wytoczyli koncernowi Rafał Brzoska wraz z żoną Omeną Mensah. Sprawa, która odbiła się szerokim echem w Europie, przyniosła orzeczenie Sąd Apelacyjnego w Warszawie. Sąd uznał, że rola Mety nie sprowadza się do biernego trzymania danych na serwerze.

Dlaczego? Ponieważ algorytmy Mety aktywnie uczestniczą w całym procesie: targetują odbiorców, analizują profile, decydują o zasięgach i – co najważniejsze – pobierają za to tłuste prowizje. Skoro platforma zarabia na precyzyjnie dobranej grupie docelowej, trudniej udawać całkowitą bezradność. Mimo to udowodnienie przed sądem, że konkretna reklama była oszustwem, to dopiero połowa sukcesu. Trzeba jeszcze wykazać bezpośrednią, bezprawną winę w działaniu samej machiny rekomendacyjnej.

Globalny ból głowy Marka Zuckerberga

Problemy prawne Mety dawno wyszły poza granice Polski. W Stanach Zjednoczonych gigant zmaga się z falą pozwów dotyczących zarówno ochrony prywatności najmłodszych, jak i mechanizmów uzależniających projektowanych w aplikacjach. Wiosną 2026 roku amerykańskie ławy przysięgłe wydały historyczne wyroki m.in. w Los Angeles i Nowym Meksyku, wiążąc winę Big Techu z samą konstrukcją platform.

Paradoksalnie, czasem to sama polityka firm technologicznych staje się dowodem przeciwko nim. Kiedy koncern próbuje wytaczać procesy mafią reklamowym z Chin czy Brazylii, udowadnia światu, że doskonale potrafi identyfikować powiązane siatki oszustów. Skoro potrafi to zrobić jako powód, sędziom coraz trudniej uwierzyć, że jako pozwany jest całkowicie bezradny wobec napływających treści.

Wygrać z Metą w sądzie? To wciąż zadanie dla zdeterminowanych, zbrojnych w armie prawników i dysponujących ogromną cierpliwością. Każdy wygrany krok to jednak mała rysa na monolicie, który dotąd czuł się w sieci całkowicie bezkarny.

Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: