Polityczne starcie o podatki. PiS stawia na swoim
W poniedziałek, w polskiej debacie politycznej zagotowało się na nowo. Wiceszef Prawa i Sprawiedliwości, Przemysław Czarnek, ogłosił podczas konferencji prasowej ruch, który ma być bezpośrednią odpowiedzią na ubiegłotygodniowe zapowiedzi obozu władzy. Chodzi o projekt ustawy trafiający do laski marszałkowskiej, który zakłada radykalne podniesienie drugiego progu podatkowego PIT.
Zamiast rządowych propozycji manewrowania stawkami, opozycja proponuje cięcie kosztów po najprostszej linii oporu. – I żadnych innych kombinacji w podatkach – grzmiał Czarnek, podkreślając, że system nie potrzebuje sztucznych labiryntów.
Co zakłada projekt PiS, a co proponuje rząd?
Propozycja przedstawiona przez polityków PiS opiera się na nieskomplikowanym schemacie. Obecny próg wynoszący 120 tys. zł rocznie miałby skoczyć aż do 180 tys. zł. Zasada jest klarowna: stawka **12 proc.** obowiązuje aż do 180 tysięcy, a wyższy próg **32 proc.** włącza się dopiero po przekroczeniu tej kwoty.
Dla kontrastu, rząd premiera Donalda Tuska oraz ministra finansów Andrzeja Domańskiego zaproponował w ubiegłym tygodniu rozwiązanie znacznie bardziej skomplikowane:
- Podniesienie progu ze 120 tys. do symbolicznych 130 tys. zł.
- Wprowadzenie zupełnie nowej, pośredniej stawki 24 proc. dla osób zarabiających między 130 tys. a 150 tys. zł.
- Pozostawienie stawki 32 proc. dla dochodów powyżej 150 tys. zł.
Według wyliczeń opozycji, rządowy plan to w praktyce „podatkowy labirynt” oraz kosmetyka, która przy zarobkach na poziomie 180 tys. zł da podatnikowi zaledwie ok. 3,6 tys. zł oszczędności rocznie. Z kolei propozycja PiS ma gwarantować nawet 12 tys. zł w kieszeni podatnika.
Ostra krytyka i „antynobel” z ekonomii
Przemysław Czarnek nie szczędził ostrych słów pod adresem autorów rządowych reform. W jego opinii działania resortu finansów prowadzą do nieprawdopodobnego zagmatwania przepisów. Wprost ironizował, że rządzący swoimi pomysłami ubiegają się o swego rodzaju „antynobla w dziedzinie ekonomii”.
Polityk zaznaczył, że projekt PiS to owoc głębokich analiz oraz licznych spotkań z wyborcami, którzy domagają się przejrzystości, a nie ukrytych podwyżek w innych obszarach, takich jak składki czy ryczałty. Czy sejmowa większość potraktuje projekt opozycji poważnie? Czas pokaże, jak rozwinie się ta batalia o portfele pracujących Polaków.
Źródło: Ekonomia – Ekonomia w RMF24

KOMENTARZE