Prokuratura Krajowa oficjalnie zajęła negatywne stanowisko w sprawie wniosku o list żelazny, o który ubiega się ukrywający się przed wymiarem sprawiedliwości polityk Marcin Romanowski. Śledczy uznali, że dokument przesłany z Naddniestrza nie spełnia wymogów prawnych.
Sporny wniosek z Naddniestrza
Wniosek o wydanie listu żelaznego wpłynął do Sądu Okręgowego w Warszawie w sierpniu 2026 roku. Pismo zostało nadane w Tyraspolu – stolicy separatystycznego i prorosyjskiego regionu Mołdawii, czyli Naddniestrza. Polityk Suwerennej Polski, podejrzany w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości, zadeklarował w nim chęć stawienia się przed organami ścigania pod warunkiem zagwarantowania mu odpowiadania z wolnej stopy.
Sąd zwrócił się do Prokuratury Krajowej z żalem o zajęcie oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Odpowiedź śledczych była jednoznaczna.
Brak podstaw i wątpliwości co do pobytu
Rzecznik Prokuratury Krajowej, prok. Przemysław Nowak, poinformował podczas konferencji prasowej, że w ocenie oskarżycieli publicznych „brak jest jakichkolwiek podstaw” do przyznania listu żelaznego. Głównym argumentem prokuratury jest fakt, że oświadczenie podejrzanego o pobycie w Tyraspolu nie zostało potwierdzone w sposób procesowy.
- Brak dowodów na przekroczenie granic Mołdawii, Rumunii czy Ukrainy w ostatnich latach.
- Wstępne informacje służb wskazują, że polityk nie rejestrował się na przejściach granicznych tych państw.
- Premier Donald Tusk przekazał wcześniej, że zagraniczne służby szacują na 99 proc. obecność Romanowskiego w Naddniestrzu, jednak zdaniem prokuratury samo pismo bez wiarygodnych dowodów to za mało.
Co dalej ze sprawą?
Mimo miażdżącej opinii prokuratury, ostateczna decyzja w kwestii wydania dokumentu spoczywa w rękach Sądu Okręgowego w Warszawie. Śledczy równolegle wystąpili do organów Rumunii i Mołdawii o międzynarodową pomoc prawną w celu dokładnego zweryfikowania szlaków przemieszczania się poszukiwanego polityka.

KOMENTARZE