Polityczna burza w siodle
Polska scena polityczna po raz kolejny udowadnia, że potrafi skruszyć kopię o niemal każdy temat. Ostatnie dni przyniosły niespodziewany zwrot akcji w mediach społecznościowych, gdzie główną rolę grają… konie. 3 października 2026 roku premier Donald Tusk oraz minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski postanowili wbić szpilę prezydentowi Karolowi Nawrockiemu. Wszystko za sprawą głośnych doniesień o wierzchowcach utrzymywanych w prezydenckich ośrodkach.
Zaczęło się od publikacji prasowych, z których wynikało, że w rezydencji w Promniku oraz innych ośrodkach pozostających do dyspozycji Kancelarii Prezydenta pojawiły się zwierzęta przeznaczone do rekreacji głowy państwa i jego najbliższych. Mowa o trzech specyficznych rumakach: kucu Edziu, koniu fryzyjskim Ramzesie oraz hucule o imieniu Aramis. Do tego dochodzi czwarty zwierzak, z którego korzysta funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa towarzyszący prezydentowi podczas przejażdżek.
„Jeździłem słabo, ale za swoje”
Reakcja premiera nie kazała długo czekać. Donald Tusk wrzucił do sieci archiwalną fotografię z czasów młodości, na której dumnie, choć bezpretensjonalnie pozuje w siodle. Zdjęcie opatrzone zostało krótkim, ale niezwykle wymownym komentarzem: „Jeździłem słabo, ale za swoje”. Szef rządu celnie uderzył w ton powszechnego oburzenia kosztami utrzymania państwowego menażeryjnego zaplecza.
W ślad za szefem gabinetu poszli inni przedstawiciele koalicji rządzącej. Radosław Sikorski opublikował na platformie X zdjęcie z czasów, gdy jako młody chłopak i korespondent wojenny przemierzał na grzbiecie konia bezdroża Afganistanu. „Też lubię konno” – skwitował minister, dodając oliwy do ognia. Głos zabrali także inni politycy obozu władzy, wytykając palcem niejasne procedury finansowania prywatnych pasji z kieszeni podatnika.
Kancelaria Prezydenta odpiera zarzuty
Obozu prezydenckiego broni rzecznik głowy państwa, Rafał Leśkiewicz. W ostrych słowach skomentował medialne wrzawy, pisząc w mediach społecznościowych, że „trzeba mieć końskie zdrowie, żeby się mierzyć z kolejną propagandową akcją medialną podkutych razem wymierzoną w Prezydenta RP”.
Sama Kancelaria Prezydenta tłumaczy, że cztery kopytne zwierzęta nie są bezpośrednią własnością KPRP, lecz należą do Centrum Obsługi Kancelarii Prezydenta RP – niezależnej jednostki sektora finansów publicznych. Koszty utrzymania czwartego konia i szkolenia ludzi z SOP pokrywa bezpośrednio sama formacja ochronna, jednak dokładne kwoty wydawane na paszę, kowali czy derki wciąż rozpalają debatę publiczną o granice finansowania zachcianek najwyższych urzędów w państwie.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE